Ciepłe promienie porannego słońca pieściły jego policzki. Dobiegające z kuchni stłumione dźwięki gotującej się wody, czy kubka stawianego na blacie dobudzały go powoli. Szczelniej opatulił swoje ciało kołdrą wtulił twarz w poduszkę. Powoli się rozbudzał. Ziewnął przeciągle i przetarł nadgarstkami powieki, rozchylając je po niedługiej chwili.
Okno naprzeciw niego było uchylone, wietrząc salon.
Jeżeli komuś choć przez chwile się zdawało, że Hideto będzie spać na tym wielkim i wygodnym łóżku to grubo się mylił. Już pierwszej nocy Sakura dał mu wyraźnie do zrozumienia, że jego miejsce jest na kanapie. A więc już kolejny raz budził się na owej oliwkowej kanapie, ale nawet nie śmiał narzekać. Było mu tu wyjątkowo dobrze. Na pewno lepiej niż w jego „poprzednim życiu”, jak zaczął to od dłuższego czasu ujmować w myślach.
Mieszkał na tym 33 piętrze już od tygodnia, a z każdą chwilą czuł, że coraz bardziej wrasta w ten świat.
Tetsu i Ken przyjęli go bardzo ciepło. Był przy nich całkowicie rozluźniony i naturalny. Przy Sakurze, jak na komendę, stawał się skrępowany i zawstydzony. Ciągle miał obawy, że każdy jego ruch spotka się z chłodnym, wypranym z uczuć, albo wypełnionym pogardą komentarzem. Tetsu mówił, aby nie przejmował się nim zbytnio, bo „Sakura już tak ma”. Bo gdy przychodziło do wytknięcia błędów to on robił to natychmiast. Pochwał nie było. Pochwała miała miejsce, gdy nie było karcącego komentarza. Ich szef był zamknięty w sobie, zimny, oschły, nieprzyjemny… Sprawiał wrażenie osoby, która wszystko ma gdzieś.
Hideto, a tak naprawdę teraz już Hyde, usiadł na kanapie dotykając podeszwami stóp chłodnej podłogi. Wzdrygnął się nieco, wstając szybko i poprawiając długą, wręcz dziewczęcą koszulę nocną. Tą samą, którą miał na sobie, gdy tydzień temu został tu przywieziony.
Tetsu zajął się kwestia jego ubioru. Już następnego dnia przywiózł mu wór ubrań. W większości były za duże, ale liczyło się to, że ma co na siebie założyć.
Przeczesał palcami długie, zmierzwione włosy i udał się do kuchni.
- Dzień dobry - powiedział uśmiechając się nieśmiało, desperacko starając ukryć rosnące zdenerwowanie.
Odpowiedziało mu krótkie spojrzenie zimnych, czarnych oczu, znad kubka z kawą i porannej gazety.
Hyde przełknął ślinę podchodząc do czajnika, napełniając wodą i stawiając na kuchence. Rozejrzał się za kubkiem, który jak to Tetsu ujął, przywłaszczył sobie już pierwszego dnia.
I jak na co dzień zobaczył go na półce tuż nad głową. Na półce, do której ewidentnie nie dosięgał.
Przez ostatnie dni to właśnie Hideto wstawał wcześniej, więc brał krzesło, stawał na nim i wyjmował kubek… Ale tak przy Sakurze było mu po prostu… Głupio.
Spojrzał tęsknym wzrokiem na kubek, a za chwilę błagalnie, lecz wciąż nieśmiało na Sakurę.
Znów kubek. Znów Sakura.
W końcu mężczyzna oderwał się od czytanej gazety, a ich spojrzenia zetknęły się.
- Czego? - Zapytał zimno.
- No… Bo… - zaczął przełykając ślinę i odwracając wzrok, czując jak rumieni się z zażenowania. Zerknął w stronę szafy na kubek.
- Streszczaj się.
- Pandzia. - Wyrzucił z siebie, pragnąc zapaść się pod ziemię.
- Jaka, kurwa, „pandzia”? – Odpowiedział mu zirytowany głos, nie patrzył mu w twarz, ale Hideto mógł założyć się, że jedna z brwi Sakury właśnie podniosła się do góry.
- No… Kubek. Z pandzią. – Mruknął cicho, kontemplując kształt kafelków pod stopami.
Nastała cisza.
- Nie dosięgam - dodał, zauważając, że właśnie bawi się nerwowo rękawami koszuli.
Przygryzł wargę. Nienawidził tej swojej nieśmiałości.
Zaraz potem usłyszał szurnięcie krzesła, a chwilę po nim niedelikatne stuknięcie kubkiem o blat i zatrzaśnięcie szafy.
- Dziękuję. - Powiedział, dopiero teraz odważając się na podniesienie głowy.
- Daruj sobie. - Doszło do niego, gdy mężczyzna ponownie usiadł na krześle.
Hyde spojrzał z lekkim uśmiechem na kubek. Zaraz wrzucił do niego herbatę i zalał zagotowaną już wodą.
Może i Sakura nie był miły, ale przynajmniej nie kazał mu podskakiwać do tego kubka.
Reszta poranka minęła względnie spokojnie. Hideto wpierw pościelił kanapę, później ubrał się w dżinsy (jedyną nie za dużą rzecz jaką dał mu Tetsu) i biały podkoszulek, a na sam koniec usiadł przed telewizorem.
Dopiero teraz zaczął się stresować. To dzisiaj właśnie ma być ta cała akcja. Jej głównym celem jest zabranie z domu jednego z przeciwników Yoshikiego, dokumentów stwierdzających jego mafijne powiązania.
Sam człowiek nie był zbyt szkodliwy, ale jak wiadomo tacy ludzie są najbardziej niebezpieczni bo nigdy nie wiadomo co zrobią.
Cały plan polega na tym, aby w grupie kilku dosyć drogich prostytutek wejść do jego domu. Wtedy Hideto ma się oddzielić od reszty grupy, zabawiającej owego faceta, przejść do pracowni, znaleźć i ukraść dokumenty. Razem z nim ma być jeszcze jeden chłopak, który ma całkowicie odwrócić uwagę mężczyzny, ułatwiając kradzież i ucieczkę.
Plan teoretycznie prosty. Ale gdyby dodać do niego stres jakim będzie Hideto ogarnięty, plan staje się trochę trudniejszy.
Bo przecież, jeżeli spieprzy, to trafi do najbardziej wstrętnej dzielnicy jako podrzędna dziwka. Już go Sakura zdążył poinformować… Nawet kilka razy.
- Cześć Saku-chan! - Dobiegł go krzyk od wejścia, natychmiast przywracając go do rzeczywistości. Tetsu przyszedł.
- Nie drzyj tak tego ryja. - Od razu odpowiedział mu mężczyzna, który prawie natychmiast z kuchni, przeszedł na balkon.
Na pewno w celu zapalenia.
- No witaj Haido-chan! - Tetsu wszedł do pokoju, rzucając wielką torbę na stół i zaraz opadł na kanapę.
- Cześć. Co to jest? - Zapytał zaintrygowany, wskazując brodą na torbę.
- Magiczna, „wszystkomająca” torba, która pomoże nam przemienić Cię w zawodową prostytutkę. - odpowiedział luźno, kładąc nogi na stole, prezentując żarówiaście różowe skarpetki w nietoperze.
- A. Acha…
- Ale to za chwilę, mamy jeszcze czas… - uśmiechnął się szeroko. - Jak się czujesz przed akcją?
- Y… Zestresowany? - Bardziej zapytał, niż stwierdził, opierając się wygodniej o kanapę, a złączone dłonie kładąc na udach.
- Dasz sobie radę! - Towarzysz zawołał pocieszająco i rozczochrał Hideto włosy. - Już nawet wiemy, gdzie znajdują się te dokumenty. Na szczęście ten koleś jest za głupi, więc nie zrobił żadnej kopii. Jest tylko jeden egzemplarz, schowany w pudełku zamykanym na kluczyk! Poradzisz sobie z kłódką prawda?
Hyde przytaknął nieco się rozchmurzając. Może nie będzie tak źle…
- No widzisz! A teraz słuchaj uważnie. Pewnie powtórzę to jeszcze kilkanaście razy, ale lepiej zapamiętaj już teraz. Chłopak, który z Tobą będzie, całkowicie odwróci uwagę waszego klienta, reszta prostytutek zajmie się innymi gośćmi na tyle, że spokojnie przejdziesz na pierwsze piętro. Jak już znajdziesz się na górze, to skręcisz w lewo. Ostatnie drzwi naprzeciwko to toaleta. Po prawej stronie toalety będzie gabinet. Musisz poradzić sobie z zamkiem. Wiem, że miałeś w swojej karierze dużo włamań, więc nie powinno być problemu. - Mrugnął do niego, znów ponawiając monolog. - Kiedy już będziesz w środku, po prawej będziesz miał ogromną szafę. Szuflada na samym dole. Też na klucz. Jak już ją otworzysz to prosta droga. Musisz ją wyjąć. Tam będzie to pudełko. Wyjmiesz dokumenty i włożysz tam wizytówkę Yoshikiego. Wiesz… On lubi takie bajery. - Zaśmiał się. - Uciekasz oknem. To pierwsze piętro, więc nic nie powinno Ci się stać.
Hideto przytaknął. Na ponów zaczął się stresować. Dobra. Wie, gdzie jest to nieszczęsne pudełko. I to prawie pewnik, że mu się uda. Te trzy zamki pokona. Na pewno nie będą jakoś bardzo skomplikowane.
Ale jak mu się nie uda?
Przygryzł bok kciuka.
- Ej no, młody. Czuprynka do góry. Damy rade.
Kolejne przytaknięcie.
Tak. Da radę.
Uśmiechnął się lekko.
Tetsu spojrzał na zegarek, poczym podniósł się i wyprostował.
- No. To zabieramy się do roboty. - Klasnął w dłonie i je roztarł.
W tym samym momencie do salonu wszedł Sakura, bez słowa podszedł do szafy z książkami. Wyciągnął jedną i wszedł do sypialni, zatrzaskując za sobą drzwi.
- No Haido. Zapamiętaj na przyszłość, że gdy Sakura w ten sposób zamyka drzwi, jest to równoznaczne z „Nie przeszkadzać, w przeciwnym wypadku czeka Cię bliskie spotkanie z kilkoma gramami ołowiu”. - Powiedział rzeczowo, poczym otworzył torbę.
Wyjął z niej niewielki kuferek, kładąc obok na stole. Za chwilę na kanapę rzucił krótkie, dżinsowe szorty, czarne kabaretki, długi, biały podkoszulek i dżinsową kurtkę. Obok nich po chwili znalazły się czarne trampki.
- No. Zakładaj to. - Powiedział, co przyprawiło Hideto o nieprzyjemny ścisk w brzuchu.
- Chyba żartujesz!- Wyrzucił z siebie po chwili ignorując rozbawione spojrzenie.
- Masz wyglądać jak typowa dziwka. Zakładaj to i nie marudź.
- A… Ale…
- Jak tak bardzo jestem nieprzekonywujący to mogę poprosić o jakiś argument Sakurę.
- Nie! Już się ubieram. - Zawołał czując jak płoną mu policzki.
Zebrał z łóżka wszystkie ubrania i zaraz popędził do łazienki.
Zaczął się przebierać, a z każdą kolejną częścią odzienia, czuł coraz większe skrępowanie.
Spojrzał w lustro.
Przecież on się tak nie pokaże! Wygląda jak… jak… No cóż. Jak dziwka… Czyli prawidłowo.
Wyszedł, wchodząc do salonu i spojrzał niepewnie na głupi uśmiech Tetsu.
- Byłbyś niezłą konkurencją na ulicy. - Zawołał starszy mrugając do Hyde’a, poczym wstał z fotela.
Hideto poczuł jak zaczyna płonąc nieprzyjemnym rumieńcem.
Mimo to jednak włożył dłonie do kieszeni spodni, cały ciężar ciała przenosząc na prawą nogę i uginając w kolanie lewą. Podniósł do góry brodę, odrzucając włosy i uśmiechnął się zalotnie, co wywołało kolejny, przyjacielski śmiech Tetsu.
- No tak, tak ślicznotko. Siadaj na kanapie, to cię ucharakteryzuję.
Niższy ponownie odrzucił do tyłu włosy i kręcąc biodrami opadł na kanapę, zakładając nogę na nogę i robiąc usta w dziubek.
Tetsuya, nie przestając się uśmiechać, otworzył kuferek, wyjmując z niego jakieś kosmetyki i zaczął malować wciąż zalotnie zachowującego się chłopaka.
Gdy po godzinie Tetsu skończył upinać niesforne włosy Hideto w wysoki kucyk na czubku głowy, a także poprawił delikatny makijaż, z sypialni wyszedł Sakura.
- O. Saku-chan! I jak się podoba? - Zaraz zagadnął go charakteryzator, przekręcając, ponownie zarumienionego Hyde’a w stronę mężczyzny.
Brunet przyglądał się chłopakowi.
-No cóż- zaczął rzeczowo- Wygląda ślicznie…- mruknął z lekkim westchnięciem, na co zarówno Tetsu, jak i Hyde wciągnęli powietrze, wstrzymując oddechy- Czy Cię już naprawdę pojebało, debilu?!- wybuchnął niespodziewanie- On ma tam kurwa kraść, a nie zabawiać tego kolesia! Myśl idioto! Jak z niego taką, kurwa księżniczkę zrobisz, to ten facet od niego łap nie oderwie i plan szlag trafi! On ma wyglądać jak dziwka z taniego burdelu, a nie kosztowna kurtyzana z Paryża! Wychodzę. Wrócę za godzinę z Yukihiro i Kenem. Do tego czasu on ma być gotowy- skończył swój monolog, wychodząc z salonu, a niedługo potem trzaskając drzwiami wejściowymi.
Dopiero wtedy zarówno Hyde, jak i Tetsu wypuścili wstrzymywane powietrze z ust.
- Jak powiedział, że wyglądasz ślicznie to, aż mi serce podskoczyło... - Westchnął Tetsu, zaczynając zdejmować czarną frotkę z włosów Hideto. - Naprawdę… Gdy zaczął krzyczeć, to mi ulżyło - dodał zaczynając się śmiać.
W sumie racja… Powiedzenie czegoś takiego, było ewidentnie nie w stylu Sakury.
- No cóż mały… Mam inny pomysł, do którego Saku-chan raczej się nie przyczepi. - Dodał. - Wstawaj.
Chłopak posłusznie wstał i dał się poprowadzić do łazienki. Tam Tetsu podłączył prostownice, jednocześnie zaczynając poprawiać makijaż na ostrzejszy. Gdy skończył, wyprostował Hideto włosy, a z kuferka wyciągnął nożyczki.
- Co Ty chcesz z tym zrobić? - Chłopak spojrzał na starszego niepewnie.
- Trochę przyciąć Ci włosy…
- Nie! - Prawie krzyknął, szybko zgarniając, teraz już wyprostowaną czuprynę, i przyciskając do siebie.- Wiesz jak długo ja je hodowałem? Moje włosy, to mój największy skarb!
- Haido, wiem. Ja je tylko lekko poprawie. Nie zamierzam ich w żaden sposób jakoś drastycznie skracać- Tylko podetnę końcówki- Tetsuya zreflektował się szybko, odruchowo podnosząc do góry dłonie, tak jakby chciał powiedzieć do jakiegoś podwórkowego kota „nie uciekaj, nic Ci nie zrobię”.
Chłopak wydął wargi mrużąc oczy.
- Obiecuję, że nawet nie zauważysz różnicy. Tylko trochę Ci je poprawie.
Hideto niechętnie puścił włosy, odwracając głowę w bok.
Tetsu stanął za nim biorąc jeden z kosmyków i zaczynając go lekko przycinać. Po kilku minutach skończył i postawił Hyde’a przed lustrem.
- No i jak? – Zapytał.
Chłopak o mało, co się nie przewrócił. Patrzył zaskoczony we własne odbicie. I nawet nie chodziło tu o włosy, które i tak, jak mówił Tetsu, wiele się nie zmieniły. Hideto wyglądał jak rasowa burdelowa dziwka. Gdyby był swoim znajomym w życiu by siebie nie poznał. Wziął głęboki oddech, poczym przytaknął niemrawo.
- Dziwnie się taki czuję - powiedział w końcu, na co odpowiedział mu pocieszliwy uśmiech Tetsuyi.
- Wierz mi… To normalne. Chodź. Napijemy się czegoś. Mamy jeszcze trochę czasu.
Na ponów kiwnął głową wychodząc do kuchni, uprzednio jeszcze raz zerkając w lustro. Ale nie ważne, co by się działo, to i tak będzie lepsze niż to, co kiedyś. Teraz jedynie udaje dziwkę. Kiedyś przecież był zmuszany do bycia nią.
Usiadł na krześle, opierając łokcie o stół i patrząc przed siebie. Za chwilę przed jego nosem pojawił się kubek z pandą, a w nim gorąca herbata. Jednocześnie pachniała intensywnie, czymś innym, niż tylko herbata.
- Z czym to? - Zapytał podnosząc wzrok na towarzysza i odrzucając do tyłu włosy.
- Z miodem i rumem. Rozluźnisz się trochę.
Hideto spuścił wzrok na kubek, który zaraz objął dłońmi i wpatrzył się w brązowy, lekko mętny od miodu płyn.
- Jak tu trafiłeś? - Zapytał, po chwili ciszy, gdy Tetsu usiadł ze swoim kubkiem.
- Jak to?
- Znaczy… Jak znalazłeś się w grupie Sakury?
- Po prostu… okradłem nie to konto, co trzeba… - Starszy odpowiedział z lekkim uśmiechem, jakby uśmiechając się do własnych wspomnień.
Hideto spojrzał na niego pytająco.
- 5 lat temu na gwałt potrzebowałem pieniędzy, aby oddać dług. - Ponowił bordowowłosy. - Najprostszym wtedy dla mnie sposobem, było włamanie się na czyjeś konto bankowe i przelanie pieniędzy na moje własne. Dług oddałem, ale tydzień później miałem nalot w domu. Niefortunnie ukradłem pieniądze Yoshikiemu. Wtedy niefortunnie. Dostałem taki wpierdol, że gwiazdy w Hollywood zobaczyłem. Dostałem ofertę. Albo oddam mu pieniądze w ciągu 48 godzin, albo odpracuję. Pierwsza opcja była jak najbardziej niemożliwa, więc natychmiast wybrałem drugą. Po 2 miesiącach odpracowałem nawet z nawiązką, a Yoshiki przydzielił mnie do Sakury. Wtedy jeszcze nie miał grupy, a jedynie pracował z Kenem. I tak zostałem. Stwierdziłem, że takie życie mi się o wiele bardziej opłaca. - Skończył podnosząc kubek i wypijając odrobinę.
- Czyli… Jeżeli dobrze wykonam zadanie, trafię do waszej grupy na stałe?
Tetsu wzruszył ramionami.
- Samo to, że bez dłuższych spekulacji przysłał cię tutaj, już daje wielkie nadzieje, ale jak będzie nie wiem. Pij, bo jak będzie zimne, to zrobi się niedobre.
Hyde kiwnął głową znów zaczynając wpatrywać się w kubek. Podniósł go po chwili i napił się.
Poczuł przyjemne ciepło rozlewające się po ustach i gardle, spowodowane nie tylko temperaturą napoju, ale i także zawartym w nim alkoholu.
- Chciałbym tu zostać. - Powiedział patrząc na stół. - I tak nie mam dokąd pójść.
Nagle usłyszeli pukanie, a drzwi wejściowe otworzyły się.
Odwrócili się w tamtą stronę, a w progu kuchni pojawił się Ken.
- Siema chłopaki. - Powiedział, chociaż patrząc na Hideto, musiało mu to przyjść z wielkim trudem. -Zbierajcie się. Sakura i Yukihiro czekają w samochodzie - dodał.
Serce Hyde’a podskoczyło gwałtownie do gardła. Już? Teraz? Natychmiast?!
Dopił swój napój i wstając udał się za wychodzącym już Tetsu.
Weszli do przestronnej windy na końcu korytarza. Tak naprawdę w ciągu tego tygodnia Hyde rzadko miał okazję wychodzić, więc na ponów przyglądał się wielkiemu lustru i pozłacanym uchwytom. Robił to po części z zainteresowania, po części z chęci odwrócenia swojej uwagi.
Herbata uspokoiła go nieco, ale na nic się to zdało, kiedy usłyszeli dzwonek oznajmiający zatrzymanie się windy na wybranym przez nich piętrze.
Przeszli przez długi, bogato zdobiony hol, a Hyde wciąż nie mógł się nadziwić jak to się stało, że nikt nie zwraca na nich uwagi. Ba. Jeszcze miłego wieczoru na odchodnym życzą. Zapyta o to innym razem. Teraz nie jest w stanie.
Gdy wyszli przed budynek, stał już tam czarny samochód, z przyciemnianymi szybami, a o maskę opierał się Sakura, wypuszczając ostatnie kłęby dymu z ust i wyrzucając niedopałek gdzieś na bok. Zmierzył Hideto od stóp do głów, poczym wszedł do pojazdu.
- Y… Mam rozumieć, że jest dobrze? - Aapytał niepewnie chłopak, na co Tetsu jedynie się uśmiechnął i otworzył drzwi, przepuszczając młodszego przodem.
Ten wszedł siadając obok Kena i zerkając na kierowcę.
- To jest Yukihiro. - Powiedział Tetsu, na co owy kierowca odwrócił się do nich przodem.
Miał podejrzanie wąskie i zaczerwienione oczy oraz idiotyczny, szeroki uśmiech. Sprawiał wrażenie całkowicie nie obecnego. Na czole miał wielką bordową opaskę i długie, szatynowe włosy upięte w koński ogon na czubku głowy.
Patrzył się przez chwilę na Hideto, poczym ukłonił krzywo tyle, na ile pozwalał mu fotel kierowcy.
-Yukihiro desu. - Rzucił lekko, jakby mówił z zupełnie innego wymiaru.
- H… Hyde desu. - Hideto ukłonił się niepewnie, a kiedy podniósł głowę Yukihiro właśnie odpalał samochód, ponaglany karcącym wzrokiem ich szefa.
- Tylko, Yuki - zaczął Tetsu, opierając o jego siedzenie - nie przesadzaj z prędkością dzisiaj.
Mężczyzna przytaknął, poczym ruszyli.
Hideto poczuł jak od nadmiaru szybkości samochodu wbija się w fotel. Przecież miał nie przesadzać z prędkością! Chryste! Ile oni jadą?!
Spojrzał wystraszony przez okno. Jeszcze trochę, a obraz zacznie się rozmazywać. Rozejrzał się po twarzach towarzyszy. Wyglądali, tak jakby samochód nie rozwijał wyjątkowo nielegalnej prędkości.
Zwłaszcza Yukihiro, który wyglądał jakby odpłynął.
- Nie przejmuj się, Yuki to dobry kierowca - powiedział Tetsu, kładąc dłoń na ramieniu niższego.- Tylko czasami za bardzo naciska na gaz. Dzisiaj akurat jedzie z bezpieczną prędkością.
- B-bezpieczną… - Hideto powtórzył bezmyślnie, wciskając się jeszcze bardziej w fotel.
Mimo, że jazda do celu trwała chwilę, zapełnioną powtarzaniem planu, Hyde miał wrażenie, że ciągnęła się w nieskończoność.
Gdy Ken wyszedł, Hyde prawie za nim wybiegł. Kolana trzęsły mu się od nadmiernej prędkości. Odetchnął czując lekkie rozluźnienie. Żyje.
Niestety przy drugim wdechu doszło do niego, że znajdują się pod burdelem. Czyli za kilka minut będzie miał do wykonania robotę. Niedobrze.
Z zamyślenia wyrwało go mocne uderzenie w plecy.
- No, Młody - usłyszał głos Tetsu. - To jest Miyavi. Twój kolega od Twojego zadania. - Zawołał wesoło wskazując brodą na zbliżającego się, wysokiego chłopaka, z makijażem i ubiorem tak zdzirowatym, że chyba bardziej się nie dało. - Cześć Meev! - Zawołał do niego i objął Hideto ramieniem. - To jest Hyde. Zaopiekuj się nim.
- Hejka. - Przywitał się machnięciem głowy ze wszystkimi. - Miyavi desu! - Zawołał dźwięcznie kłaniając się, a zaraz podniósł i uśmiechnął do nich z góry. - Tak, wiem Tetsu… Powiedziałeś mi już wszystko przez telefon z pięć razy.
Zaraz jednak Hyde przestał ich słuchać. Stres pozwalał mu jedynie na słyszenie głosów, ale nie dopuszczał znaczenia wypowiadanych słów. Zaczął przyglądać się dokładnie Miyavi’emu. Wysoki. Bardzo wysoki. I też szczupły. Można powiedzieć, że wręcz chudy. Z przodu włosy przycięte do linii brody, z tyłu najwyraźniej były dużo dłuższe. Tak jakby trochę za ramiona. Czarne, widać, że doskonale zadbane.
Mimo jego ostrego makijażu, który raczej powinien drażnić, przyjemnie się na niego patrzyło.
Z trudem przełknął ślinę. Jak on bardzo pragnął, żeby było już po wszystkim.
Nagle poczuł jak ktoś czochra mu włosy, akompaniując sobie ciepłym śmiechem.
Hyde podniósł wzrok. No tak. Miyavi. Mówił coś do niego i śmiał się uprzejmie.
- Co? - Rzucił niższy, patrząc się na niego, prawie, że urażonym wzrokiem, poczym spojrzał na chichoczącego Tetsu. - Z czego się śmiejecie?
- Nic, nic… - Powiedział bordowowłosy.
Hyde zmrużył gniewnie oczy. Prawie podskoczył, kiedy poczuł jak ktoś coś wsuwa mu do tylnej kieszeni.
Gwałtownie odwrócił się i zmierzył stojącego za nim Tetsu groźnym wzrokiem.
- No co tak patrzysz, księżniczko? Wizytówkę Yoshi’ego Ci daję. - Odpowiedział lekko. - Dobra, Meev. Zabieraj maleństwo. My będziemy czekać niedaleko domu tego faceta.
- No to do zobaczenia, Tet-chan. - Powiedział Miyavi. - Musimy się umówić na jakiegoś browara w końcu.
- Musimy, musimy…
- Kończcie tam! Nie mamy czasu plotkary jebane! - Prawie podskoczyli, gdy Sakura wrzasnął.
- Jak zwykle rozdrażniony… - Miyavi mruknął pod nosem. - No nic… Bye Bye. - Pomachał im obejmując ramieniem Hideto i idąc w stronę kilkuosobowej grupki, która zebrała się pod burdelem.
Z chłopaków, oprócz niego i Miyavi’ego było jeszcze dwóch. Cała reszta to dziewczyny. Bez żadnych przywitań weszli do podłużnego, czarnego samochodu. Hideto usiadł tuż obok Meev’a, czując coraz większe skrępowanie towarzystwem, w jakim się znalazł.
- Nie bądź taki spięty - usłyszał nad uchem głos wyższego. - To twoja pierwsza robota, więc zapamiętaj… Uśmiechaj się jak najczęściej możesz, chichocz, wdzięcz się, mrugaj i spoglądaj zalotnie. Jak nie wiesz co robić, zerkaj na któreś z nas. Możesz jakieś wzorce zachowań podłapać. Zachowuj się jak wrodzone niewiniątko. Oni to uwielbiają.
Hyde przytakiwał za każdym razem.
- No. Poradzisz sobie. Jak przyjdzie co do czego, to ci dam jakoś znać. Jakby ktoś w trakcie Cię zaczepił, mów, że idziesz do toalety.
Kolejne przytaknięcie. Przez dłuższą część drogi, Miyavi próbował jeszcze jakoś zagadać Hideto, ale chłopak był tak zestresowany, że miał problem ze skupieniem się na wypowiadanych przez Miyavi’ego słowach.
Hyde całkowicie stracił poczucie czasu. Czas leciał gdzieś obok. Z jednej strony miał wrażenie, że jadą wieczność, a z drugiej, gdy samochód się zatrzymał, był prawie pewien, że jechali wyjątkowo za krótko.
Wychodzili po kolei z pojazdu. Miyavi jako pierwszy. I to on szedł na przedzie w tej niewielkiej grupce. Haido szedł na samym końcu. Tak jak jeszcze z godzinę temu próbował analizować rzeczy wokół, tak teraz nie mógł skupić się już na niczym, prócz swojego zadania.
Miyavi zapukał do drzwi, a gdy otworzył je gospodarz, gruby, czerwony na policzkach facet w garniturze, uśmiechnął się doń zalotnie.
- Dobry wieczór. - Zaczął słodkim, kokieteryjnym głosem.
- Wchodźcie, wchodźcie. - Zaczął głosem, który niejednego wrażliwego przyprawiłby o mdłości. Otworzył szerzej drzwi i odsunął się kawałek, wpuszczając „dziewczęta”.
Hyde rozejrzał się. Kolejny dom robiony na amerykańską modłę.
- Proszę nie zdejmować butów. - Powiedział natychmiast, gdy każdy już zabierał się do ich zdjęcia. - Zapraszam panie do salonu. - Dodał wskazując ręką.
Hideto zrobiło się nieprzyjemnie. Nie zdejmować butów? A kapcie do toalety to może papucie, którymi chodzi się po mieszkaniu? Z jednej strony to strasznie niekulturalne, ale z drugiej… fascynujące.
Poszedł za wszystkimi do obszernego pokoju.
Miyavi zerknął na niego, uśmiechając się ciepło. No tak. Zalotny uśmiech na twarz i jedziemy.
Dziewczęta rozeszły się po salonie, zaczynając zabawiać gości. Taak. Wszyscy byli tacy sami jak sam gospodarz. Odrzucające urzędasy, z rodziną, która i tak ich nic nie obchodzi.
Gospodarz rozdał kieliszki, nalewając każdemu po winie. Wzniósł za coś toast, ale Hideto nie obchodziło, za co.
Mężczyzna usiadł na kanapie, po jednej z jego stron usiadła prostytutka, po drugiej Miyavi. Hyde usiadł na oparciu obok Miyavi’ego, upijając łyk ze swojego kieliszka i opierając się ramieniem, o ramię drugiego chłopaka. Lepiej trzymać się teraz jego towarzystwa. Ten odwrócił się do niego i mrugnął, zaraz wracając spojrzeniem do klienta.
Impreza rozkręcała się na dobre. Mężczyźni chlali coraz więcej, a Hideto czuł coraz większe obrzydzenie, ale nie dawał nic po sobie poznać. Kilkukrotnie trafił w ramiona jakichś panów grubo po pięćdziesiątce, ale zgrabnie i niezauważalnie wyswobadzał się z ich uścisków.
Kiedy wszyscy byli równo spici, nalał sobie swój dopiero trzeci kieliszek wina i wypił, prawie duszkiem.
Nagle poczuł jak Miyavi delikatnie go szturcha ramieniem, dając znak, że może już iść.
Teraz zamiast uciążliwego strachu, ogarnęły go podniecenie i napływ adrenaliny. Wino robi swoje.
Wstał z rogu kanapy, rozejrzał się i kołysząc biodrami, starając nie zwracać na siebie uwagi, wyszedł za drzwi.
Chciał wejść po schodach, ale niespodziewanie jakiś mężczyzna, ze szklanką bursztynowego alkoholu, objął go ramieniem, śmiejąc się przy tym nieprzyjemnie i wulgarnie.
- Gdzie się wybierasz, księżniczko? - Zawołał ochryple prawie opluwając chłopaka.
- Do… Toalety. - Odpowiedział pewnie, uśmiechając się niewinnie, mrugając i wdzięcząc, składając usta w dziubek.
Gruby, zajeżdżający alkoholem mężczyzna kolejny raz ryknął śmiechem i strzelił Hideto w tyłek, na co ten podskoczył z piskiem. Rozmasował go złorzecząc, kiedy facet wrócił do salonu. Na ponów się rozejrzał i szybko wszedł na górę. Gdy już tam był odetchnął z ulgą, uświadamiając sobie, że nikt go nie widział.
Mimo, że na piętrze było zupełnie ciemno, Hyde był w stanie zauważyć, że jest dokładnie tak jak opisywał Tetsu. Poszedł w wyznaczonym kierunku. Pod drzwiami do gabinetu dla pewności przekręcił klamką, ale jednak były zamknięte. Ukucnął wysuwając z włosów wsuwkę, którą dobroczynnie dał mu Tetsu i rozpoczął powolny proces otwierania drzwi. Już po chwili klamka ustąpiła, wpuszczając Hideto do pokoju.
Wstał wchodząc i natychmiast zamykając za sobą drzwi.
I co teraz?
Podszedł do półki, siadając na podłodze. Szuflada na samym dole. Zamknięta, czyli dokumenty musza być tutaj. Prawie natychmiast rozprawił się z zamkiem dostając do pudełka z dokumentami.
Dokładnie tak jak mówił Tetsu. Kłódka.
Przez chwile się zamyślił. Jakie to dziwne… Im bliżej jest celu, tym zabezpieczenia są łatwiejsze do ominięcia.
Kiedy rozprawił się z kłódką, natychmiast prawie jęknął sfrustrowany. Jak on się z tym wszystkim zabierze? Tu jest przecież o wiele za dużo rzeczy, aby mógł to wszystko bez problemu za pierwszym razem wziąć.
I co teraz? Oczywiste, że zabierze wszystko… Ale jak?
Wstał rozglądając się po ciemnym pokoju. Światło w środku dawały jedynie latarnie zza okna, więc pole widzenia miał bardzo ograniczone.
Nagle jego wzrok zatrzymał się na górnej półce szafy, naprzeciwko której stał. Teczki… Duuużo teczek.
Stanął na palcach wyciągając jedną, która wyjątkowo okazała się być pustą, i przyklęknął wkładając do niej wszystko co znalazł.
Z tylnej kieszeni spodenek wyjął kartonowy prostokącik, wizytówkę Yoshiki’ego, wkładając go na miejsce kradzionych dokumentów.
Zamknął pudełko na kłódkę chowając je, zasunął szufladę, poczym wstał i podszedł do okna.
Otworzył je patrząc w dół. No cóż.. To tylko pierwsze piętro.
Westchnął zamykając oczy. Otworzył je, ostrożnie zrzucając teczkę, a zaraz sam zeskakiwał.
Spadł na obie nogi, ale zaraz przewrócił się do tyłu.
Zacisnął oczy czując pulsujący ból pośladków. Podniósł się ciężko, rozmasowywując jeden z nich jednocześnie sięgając po teczkę. Spojrzał się przed siebie i z radością dojrzał samochód Yukihiro, a w nim zapalone światła. Odwrócił głowę w jedną stronę, w drugą.
Dobra. Czysto. Droga wolna.
Pomknął przed siebie, ściskając w ręce skradzione dokumenty. Przeskoczył niewysoki płotek i dobiegł do samochodu. Otworzył tylne drzwi i wskoczył do środka z ulgą wciskając się w fotel.
Uśmiech nie schodził mu z twarzy. Udało się. Wszystko zgodnie z planem. Już po wszystkim.
- Mam. - Rzucił między głębokimi oddechami.
- To widzę. - Sakura natychmiast się odwrócił mierząc Hideto zimnym i nieprzyjemnym spojrzeniem. - Po co do cholery kradłeś jeszcze teczkę?
- Bo… - Poczuł jak natychmiast się rumieni i nie potrafi znaleźć słów, aby się wypowiedzieć. - Bo… Tam było tego o wiele za dużo, abym mógł zabrać wszystko bez niej… - Powiedział podając mu teczkę.
Sakura zaraz ją otworzył, przeglądając je przez chwilę.
- Yukihiro. Jedziemy. - Rozkazał chłodno.
Hyde dopiero teraz odwrócił się do chłopaków i wyszczerzył szeroko.
Siedzący obok niego Tetsu natychmiast go przytulił.
- Mówiłem, że Ci się uda Haido-chan! - Zaśmiał się.
Teraz Hyde’owi nie przeszkadzała nawet nadmierna prędkość samochodu. Z każdą chwilą znikały drzewa, a w ich miejsca pojawiało się coraz więcej domów, bloków, a na sam koniec wieżowców. Potrzebowali 20 minut, a samochód znów się zatrzymał, a oni, prócz Yukihiro, wysiedli.
Weszli do jednego z wieżowców i natychmiast pokierowali się do windy, którą zaczęli jechać na samą górę. Teraz, wciąż rozszczęśliwionemu Hideto przypomniało się pytanie, nad którym zastanawiał się, kiedy wychodzili z hotelu zamieszkiwanego przez Sakurę
- Tetsu? Dlaczego nikt z obsługi nie zwraca na nas uwagi? - Zapytał podnosząc na niego wzrok. - Przecież wyglądamy wyjątkowo nietypowo.
- Bo wszyscy nas tutaj znają. - Odpowiedział uprzejmie, a gdy zauważył pytający wzrok Hideto postanowił kontynuować. - Obsługa hotelów to nikt inny, jak ludzie Yoshiki’ego. Przecież jako znana szycha musi mieć jakąś przykrywkę. Duże pieniądze muszą się skądś brać, nie? Więc jest szefem sieci hotelarskich.
- A… Mam jeszcze jedno pytanie. - Zaczął nie będąc pewnym czy wypada mu pytać
- Tak?
- Dlaczego Yukihiro jest taki…? - Zaczął, nie mogąc jednak znaleźć słowa.
- Nieobecny? - Skończył za niego Tetsu, na co Hideto przytaknął. - Bo ciągle jara zielsko - odpowiedział.
Hideto przytaknął, mając mieszane uczucia, co do tego… Ich kierowca jara trawę… Pięknie. To teraz on się nie dziwi, czemu on tak szybko jeździ.
Winda zatrzymała się wydając krótki dźwięk, oznajmiający ostatnie piętro, a gdy drzwi się otworzyły wszyscy wyszli. Na samym końcu znajdowały się drogie, czarne drzwi… To na pewno były drzwi od pokoju Yoshiki’ego.
Sakura zapukał dwa razy, a słysząc krótkie „proszę”, otworzył je wchodząc. Za nim kolejno weszli Ken, Tetsu i Hideto. Za dużym, prostym biurkiem, w czarnym wysokim fotelu siedział Yoshiki. Na jego widok Hideto zrobiło się niedobrze, ale teraz chyba powinien być mu wdzięczny.
Sakura bez słowa podszedł do biurka kładąc na nim teczkę, która jak okazała się w dziennym świetle była bladoczerwona.
Szef zaraz podniósł ją, otwierając i przeglądając zawartość.
- No no no… Dobra robota, chłopaki. - Powiedział uśmiechając się przelotnie. - Nie przypuszczałem, że tego będzie, aż tyle. - Podniósł wzrok znad teczki natychmiast spoglądając na Hideto.
Ten zarumienił się nieznacznie, czując rosnące skrępowanie. Dopiero teraz dotarło jak właśnie wygląda i jak bardzo się w owym stroju źle czuje.
- Hyde-chan, podejdź tutaj. - Powiedział neutralnie, mimo, że na jego ustach gościł uśmiech.
Hideto poczuł jak serce na ponów zaczęło mu łomotać. Podszedł kilka kroków oddychając ciężko z przejęcia. Odrzucił do tyłu nachodzące na twarz włosy i spojrzał na mężczyznę.
- No mały… Postarałeś się, nie powiem. - Westchnął, odchylając się do tyłu i zakładając nogę na nogę. - Dług ojca spłaciłeś. Teraz powiedz, co chcesz. Odejść, czy zostać?
Hideto otworzył usta, aby powiedzieć, że chce pozostać w grupie, ale żadne słowo nie chciało przejść przez ściśnięte od zdenerwowania i przejęcia gardło.
Zamknął usta i przytaknął nieśmiało.
- Mam przez to rozumieć, że chcesz zostać. - Bardziej stwierdził niż zapytał.
Hyde przytaknął żwawo, wywołując uprzejmy uśmiech na twarzy Yoshiki’ego.
- W porządku. – Ponowił. - Sakura, teraz mały będzie mieszkał u ciebie. - Hyde zerknął na wymienionego mężczyznę, który usilnie ukrywał wielkie niezadowolenie z owego rozkazu. - Jutro przywiezione zostanie drugie łóżko. Sypialnie masz dużą, więc na pewno się jeszcze jedno zmieści. Tetsu. Pójdziesz z Haido na zakupy. Nie może przecież chodzić w używanych ubraniach. Ken. Pokaż małemu podstawy działania w grupie, naucz strzelać i tak dalej. To samo, co z Tetsu i Yukihiro. Masz już w tym wprawę. Wszyscy rozumieją? To świetnie. A teraz spadać. Jesteście wolni do czasu, aż nie będzie nowej sprawy do załatwienia.
Hyde dygnął z uśmiechem, po czym odwrócił się i wyszedł za całą resztą.
Jedynie zamknął za sobą drzwi, a już został zmierzony wściekłym wzrokiem.
-Nie myśl, że skoro zamieszkasz w moim mieszkaniu to będziesz mógł tam robić wszystko co Ci się podoba. Nastała sytuacja nie odpowiada mi w żadnym stopniu, więc nie właź mi w drogę i słuchaj moich rozkazów, bo czy tego chcesz czy nie, teraz jesteś moim podwładnym. A teraz ruszaj tyłek, nie zamierzam tu stać całą noc.- na te słowa, mężczyzna odwrócił się i nie czekając na chłopaka zaczął iść do windy.
Hyde zerknął na Tetsu i Kena, którzy uśmiechnęli się do niego pogodnie, a on sam zauważył, że nieprzyjemny ton Sakury nawet odrobinę nie pogorszył mu humoru. Uśmiechnął się szeroko i zaczął iść za grupą, do której teraz należał, przyglądając dokładnie każdemu z osobna. Analizował ich każdy krok ciesząc się sam do siebie. Dopiero teraz zaczyna się jego nowe, zapewne bardziej godne od poprzedniego, życie.
środa, 12 sierpnia 2009
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Jaaaaaaaaaaa @////@ ja chce jeszcze XDD
OdpowiedzUsuńYuki to dobry kierowca >D<