środa, 12 sierpnia 2009

ROZDZIAŁ 1

Takie małe kto jak wygląda ^^
+Sakura http://j-rock.narod.ru/miscellaneous/sakura/sakura002.jpg
+Hyde http://www.nautiljon.com/images/galerie/artistes/l_arc_en_ciel/l_arc-en-ciel_204.jpg
+Tetsu & Haido http://www.nautiljon.com/images/galerie/artistes/l_arc_en_ciel/l_arc-en-ciel_480.jpg
+Ken http://www.nautiljon.com/images/galerie/artistes/ken/ken_14.jpg

Podaje to z powodu Kena. Wiem, że nie pasuje on czasowo do całej reszty, ale ten wydepilowany z szminka na ustach jakos mi tutaj nie odpowiadał XD
----------------------------------------------------------------------------------

Ciepło i przytulnie. Chciał uwierzyć, że zaraz obudzi się w swoim łóżku, ale to nie było specjalnie możliwe. Jego łóżko przeważnie śmierdziało, a w domu było strasznie zimno. Otworzył oczy, nie mając pojęcia, co może zastać. Nieco zaskoczony odkrył, że jest dziwnie wysoko, a pokój jest niezwykle przestronny. Podniósł się na łokciu ignorując nasilający się ból głowy. Nigdy wcześniej nie widział na żywo takiego pokoju. Jedynie w zagranicznych filmach. Nie leżał na macie, lecz miękkim łóżku. Jego pościel była w odcieniu złotawego brązu. Rozejrzał się zaciekawiony. Tuż przy nim stała szafka nocna, a w drugim końcu pokoju ogromna szafa. Do pokoju wlewały się mdłe promienie porannego słońca. Usiadł spuszczając swoje nogi w dół i dotykając podeszwami stóp chłodnej podłogi. Powolnie wstał podchodząc do okna i patrząc przez nie. Wysoko. Jakieś… 30 piętro? Bardzo wysoko.
-Już wstałeś?- usłyszał za sobą i podskoczył przestraszony, odwracając się.
O framugę drzwi opierał się wysoki, czarnowłosy mężczyzna. Miał na sobie czarne, luźne spodnie i tego samego koloru, przylegający do ciała podkoszulek.
-Hideto Takarai- rzucił chłopak kłaniając nisko, starając opanować drżenie.
-Wiem- usłyszał glos jakby zniecierpliwiony i zniechęcony- Podnieś się z tego ukłonu. Sakura jestem, a Ty od dzisiaj jesteś Hyde- dodał, poczym Hideto niepewnie powstał, znów zaczynając skrycie przyglądać się mężczyźnie. Jego zadbane włosy luźno opadały na ramiona, oczy wpatrywały się z wyższością.- Wychodzę na kilka godzin- ponownie zaczął tonem wyraźnie zniechęconym- Jedzenie jest w lodówce, nie zeżryj wszystkiego. Jak będziesz się nudził, telewizor, radio do Twojej dyspozycji. Jak coś zepsujesz to Cię chyba zastrzelę. Nie próbuj uciekać. To 33 piętro. Zarówno wyjście oknem jak i drzwiami skończy się dla Ciebie śmiercią. Przy czym w przypadku tego drugiego Yoshiki najpierw wyśle Cię do burdelu, a dopiero potem zastrzeli. Więc siedź na dupie i się stąd nie ruszaj, jasne?
Przytaknął nieznacznie, a zaraz potem usłyszał, wpierw trzaśnięcie drzwiami od sypialni, później od mieszkania i szczęk przekręcanego klucza.
„Normalnie jak w amerykańskich filmach”- przeszło mu przez myśl. Ponownie się rozejrzał. I co teraz? Spojrzał w dół odkrywając, że wciąż jest w białej, długiej koszuli nocnej, a na nadgarstkach ma czerwone starte ślady po sznurach. Kilka bransoletek, jakie nosił zostało zniszczonych, zostawiając jedynie sznurek, bądź gumkę. Część jednak zachowała się takimi, jakimi była.
Chwilę jeszcze stał przy oknie, a gdy poczuł narastający głód, wyszedł po cichu i rozpoczął ciekawsko rozglądać się po pomieszczeniu.
W rogu przestronnego salonu, tuż obok okna i wejścia na balkon, stał telewizor, naprzeciw niego typowo zachodnia, oliwkowa kanapa. Rozsunięte, ciężkie kotary miały beżowy odcień. Gdy spojrzał w prawo, tuż przy wejściu do przedpokoju znajdował się czarny telefon. Wszedł w korytarz i już chciał wchodzić do kuchni, gdy po swojej prawej zobaczył kolejne drzwi. Otworzył je, a po zapaleniu światła wziął głęboki oddech. Łał. Łazienka w mieszkaniu… ten człowiek naprawdę musi być bogaty.
Zdziwił się, gdy przy wejściu nie znalazł tradycyjnych kapci. Niepewnie wkroczył do środka, zaraz widząc w lustrze naprzeciwko swoje odbicie. Dopiero teraz dostrzegł jak bardzo jego długie włosy są poplątane i rozczochrane. Na twarzy miał kilka zadrapań, ale obyło się bez siniaków.
Pod lustrem znajdowała się umywalka, po prawej duża wanna, obłożona białymi kafelkami. Zresztą tak jak cała łazienka. Po prawej dostrzegł toaletę.
Obrócił się wokół własnej osi, poczym wyszedł, uczynnie gasząc światło, aby nie marnować prądu, który i tak był drogi.
Za chwilę znalazł się w kuchni. Gdyby nie wielki szyld firmy znajdującej się jedynie w Japonii za oknem, przysiągłby, że w ciągu tych kilku godzin został przetransportowany do Ameryki.
Podniósł z kuchenki granatowy czajnik, nalewając do niego wody i znów odkładając go tam gdzie stał. Przekręcił jeden z kurków, aby odkręcić gaz i nagle odkrył, że owa kuchenka sama się podpala. Niesamowite…
Otworzył lodówkę i chociaż była pełna, nie było w niej ani jednego typowo japońskiego produktu. Wszystko posiadało jakieś niezrozumiałe, zagraniczne nazwy. Postanowił, że nie będzie ryzykował z produktami, których zawartość jest niewidoczna przez opakowanie.
Po dłuższej chwili namysłu wyciągnął słoik czegoś o pomarańczowej, paciastej konsystencji, co po odszyfrowaniu Amerykańskich liter brzmiało jak „JAM, PEACH” okazało się być dżemem brzoskwiniowym.
Położył go na blacie, teraz rozpoczynając poszukiwania herbaty i kubków.
Odnalazł je już po chwili na szafie, tuż nad sobą. Tutaj zaczynał się drugi problem… Jak się do tego dostać?
Skakać nie zamierza, bo jeszcze coś zepsuje i nie skończy się to dla niego zbyt wesoło.
Po chwili rozglądania się przyciągnął do siebie wysokie krzesło wchodząc na nie i otwierając szafę.
Natychmiast do gustu przypadł mu biały kubek z komiksową pandą, szczerzącą się szeroko i trzymającą bojowo w łapkach wielki arbuz.
Wyciągnął go, kładąc na blacie obok słoika, poczym wyjął puszkę podpisaną „TEA”, a to, z czego pamiętał, znaczyło właśnie herbata. Otworzył ją i spotkało go kolejne zaskoczenie. W puszce zamiast napotkać suszone liście, natrafił na dziwne saszetki. Powąchał. Nie nooo… Pachnie jak herbata. Spojrzał na bok metalowego opakowania. Rysunki przedstawiały „instrukcję obsługi”. Nie rozumiał napisów, ale postanowił, że będzie działać według rysunków.
Zeskoczył z krzesła i wrzucił jedną z saszetek do kubka. Zaraz znów się wyciągnął odkładając puszkę na półkę.
Korzystając z chwili, kiedy woda się gotowała, zsunął z dłoni gumkę po bransoletce i związał w koński ogon, wciąż wpadające w oczy przydługie włosy, jednocześnie rozglądając się za chlebem.
Dostrzegł go tuż obok przyrządu, którego kiedyś używał u kolegi. Jak to się nazywało… Tostownica? Toster? Nie ważne… Przynajmniej miał już pomysł na śniadanie. Wyjął kilka kromek, wkładając dwie do maszyny.
Po chwili zalał herbatę, a po 10 minut później wychodził już z kuchni.
Usiadł na niespodziewanie miękkiej kanapie, kubek i talerz stawiając na stoliku naprzeciwko. Podniósł pilot włączając telewizor. Zdziwiony przypatrywał się logo właśnie włączonej stacji. Czyżby ten telewizor posiadał więcej niż cztery programy? Podkulił nogi pod brodę i zaczął przełączać, coraz bardziej zadziwiony tym, że programy nie powtarzają się i jest ich coraz więcej. W końcu zatrzymał się na jakiejś muzycznej stacji zaczynając oglądać teledysk jakiejś amerykańskiej piosenkarki.
Zaczął jeść, wpierw przyglądając się szczegółom, jednak z każdą chwilą coraz bardziej odpływając. Gdy skończył swoje drobne śniadanie otoczył nogi ramionami, opierając brodę o kolana. Już nie widział telewizora, pokoju. Nic nie słyszał. Powoli układał informacje i wydarzenia w głowie.
Bo właściwie, co tak naprawdę się wydarzyło? Wczoraj wieczorem do jego małej klitki, którą dzielił z ojcem alkoholikiem, wparowało trzech ubranych w garnitury facetów. Ojciec jak zwykle był pijany. Chcieli go zastrzelić… No cóż. Sam najchętniej by tak postąpił, ale przecież musiał z czegoś żyć. Właściwie Hideto czekał na taki moment. Ten durny, staruch miał już takie długi, a nawet nie próbował ich spłacić. Tylko chlał. Bez przerwy chlał. I sprowadzał kumpli, którzy gwałcili Hideto za pieniądze… By ojciec miał za co chlać.
Wzdrygnął się na samo wspomnienie i potrząsnął związaną czupryną włosów, jakby to mogło pomóc. Jakby mogło te resztki pamięci zsypać z jego głowy… Jak pył, czy śnieg.
Jednak nie przypuszczał, że ktoś tak bezwartościowy może narazić się komuś tak ważnemu. W sumie oni wszyscy wyglądali jak z Yakuzy. Może to jakiś odłam, czy kawałek? Jakaś grupa podległa Yakuzie? W sumie to Japonia. Każda nielegalna organizacja, łamiąca notorycznie prawo, jest jej podległa.
Nagle w jego głowie usłyszał histeryczny wrzask o głosie jego ojca „Zostawcie mnie! Zabierajcie dzieciaka! Więcej na nim zarobicie niż na mnie! Dobra z niego dziwka!”.
Kolejny raz się wzdrygnął. Zabrali go. Najpierw się wyrywał, krzyczał, kopał. Wreszcie przyłożyli mu chustę do twarzy nasączoną czymś, czego zapachu przypomnieć sobie nie mógł. Na pewno jakiś narkotyk. Nie potrzebowali wiele wysiłku. Zabrali go.
I dobrze, że tak się stało! Jest z dala od tego śmiecia! Teraz siedzi w jakimś drogim hotelu, drogim pokoju, na drogim 33 piętrze, ogląda w drogim telewizorze, drogie amerykańskie programy, jedząc drogie amerykańskie żarcie! I dobrze! Może i jest to wszystko sztuczne i chwilowe… Ale przynajmniej jest z dala!
Jego rozmyślania przerwało szczęknięcie przekręcanego klucza i prawie podskoczył. Jak to? Przecież mówił, że wróci za kilka godzin.
Gdy tylko drzwi się otworzyły, usłyszał głośne roześmiane rozmowy, ale w żadnym z obu głosów nie dostrzegł tej chłodnej, znużonej życiem nuty.
-Te! Ken! Sakura se jakąś laskę do domu sprowadził!- dotarło do niego rozweselone krzyknięcie, dobiegające z wejścia do salonu, przez co odwrócił się naprędce.
-Ja Ci mówiłem, że on MUSI coś ruchać.- usłyszał drugi, o wiele spokojniejszy, ciepły głos, a w drzwiach pojawił się kolejny mężczyzna. Przyjrzał się Hideto, poczym prychnął- Tetsu, debilu. To chłopak jest.
-O kur… To Sakura jest gejem?
-A nie pomyślałeś durniu, że to może być ten Młody, o którym mówili na dzielnicy?
Mierzyli się wzrokiem. Mężczyzna, który uznał go za dziewczynę, był wysoki, chociaż niższy od tego drugiego. Miał zniszczone, chodź świetnie ułożone, bordowe włosy, ciemno oliwkowy, modny płaszcz i okrągłe, niewielkie, ciemnie okulary na nosie, które jednak po chwili zsunął, i założył na głowę, aby w normalnym świetle przyjrzeć się tajemniczemu gościowi.
Ten drugi miał niedługie, ciemnobrązowe włosy, niewielki, jakby 2-3 dniowy zarost. W ustach trzymał papierosa. Ubrany w dopasowaną kamizelkę i ciemne dżinsy. Bardzo modnie i stylowo.
-Ty…- zaczął czerwonowłosy podchodząc do Hideto, nachylając i natarczywie przyglądające- Wiesz, że możesz mieć racje?
Ten drugi westchnął z rezygnacją, wycofując się do kuchni.
Hideto patrzył na to wszystko z niemym zdziwieniem, próbując pozbierać myśli do kupy.
-No to młody… Pora na małą integrację- zaśmiał się- Jestem Tetsu, ten drugi to Ken.
Przytaknął.
-Hideto… Znaczy… Hyde- powiedział, chcąc wstać, ale drugi chłopak przytrzymał jego ramie, powstrzymując od tej niewielkiej uprzejmości.
-Już Ci Yo-sama nadał pseudonim? No proszę…- opadł tuż obok niego i położył nogi na stole. Spojrzał na puste już talerz i kubek- O. Przywłaszczyłeś sobie kubek z pandzią? Nie krępuj się. Kupiłem go kiedyś Sakurze, ale on i tak go nie lubi, więc nie ma problemu.
Do pokoju po chwili wszedł ciemnowłosy trzymając w ręce srebrną puszkę.
-Ej nooo! Ken! Jeszcze południa niema! Powstrzymałbyś się z tym piwskiem, chociaż, do 15, co?
Ten w odpowiedzi jedynie wzruszył ramionami otwierając je i siadając na fotelu tuż przy kanapie, wyciągając paczkę papierosów i zapalając jednego z nich.
-Nie przejmuj się- ponowił Tetsu- On pali jak smok, a piwo to już traktuje jak herbatę. Jak tam się udała pierwsza konfrontacja z naszym złym, zimnym, oschłym i podłym mózgiem grupy?
Hideto nieznacznie wzruszył ramionami nie wiedząc, co może mówić, a czego nie wypada.
-A… Pewnie nie był zbyt uprzejmy, co? Nie przejmuj się. On już tak ma. Nie może sobie pozwolić na żadne przejawy głębszych uczuć. On to traktuje jak jedną ze słabości. Ej, Ken! Daj łyka!- przerwał ze śmiechem wychylając przez oparcie do drugiego mężczyzny. Ten z zrezygnowanym westchnięciem podał mu puszkę i odebrał ją, gdy tamten skończył pić.
-Ale serio młody! Miałeś farta, słuchaj! Jeszcze nigdy w mojej krótkiej karierze, nie zdarzyło mi się, aby szefuńcio zmienił zdanie, co do „okupu”. Chyba mu wpadłeś w oko, bo nie wierze w jego przypadku w takie coś jak litość. Weź Ty się lepiej spisz. Masz szanse wyleźć z tego bagna, w które trafiłeś! Nie każdemu zdarza się, aż taki fart… O! Kylie!- zawołał nagle podnosząc pilot i pogłaśniając telewizor.
Za chwilę Tetsu ponowił monolog, niedługo potem zaczynając wypytywać chłopaka jak tu się znalazł, o jego przeszłość wciągając w coraz dłuższą rozmowę.
Po kilku godzinach, podczas których Tetsu zdążył kilkukrotnie zawędrować do kuchni i obrobić lodówkę Sakury, wszystkie śmieci zostawiając na stole, Hideto zaczął powoli budować sobie obraz tej dwójki.
Obaj byli w grupie Sakury. On był szefem, kierował akcjami, a oni mu podlegali. Sakura był pracownikiem Yoshikiego, zaś Yoshiki pracował, jak Hideto zdążył się już domyślić, dla Yakuzy.
Prócz ich grupy, Yoshikiemu podlegało jeszcze 11 innych o praktycznie takich samych zadaniach.
Tetsu i Ken, chociaż byli pracownikami Sakury, przyjaźnili się z nim… Przynajmniej tak twierdził Tetsu.
No tak. Tetsu. Najbardziej rozgadany i wesoły optymista. Hideto przypuszczał, że gada nawet przez sen. Zajmował się stroną wizualną, komputerową i mechaniczna akcji. To on załatwiał im stroje, telefony, samochody. Namierzał, łamał kody itd.
Ken – prawa ręka Sakury. Nie mówił dużo (chociaż Hideto zaczynał się poważnie zastanawiać, czy to po prostu Tet nie daje mu dojść do głosu). Gdy się odzywał, to przeważnie po to, aby dać jakiś sprośny komentarz, głupi żart, czy nazwać Tetsu debilem. I naprawdę palił jak smok. Był odpowiedzialny za broń, a czasem pomagał bordowowłosemu przy samochodach.
Hideto powoli zaaklimatyzowywał się w ich towarzystwie, samemu zaczynając przytaczać różne sytuacje z życia, opowiadać o sobie, czy zadawać pytania. Z każdą chwilą coraz bardziej cieszył się tym, że jest właśnie tutaj.
-Co tu się kurwa dzieje?- usłyszeli nieprzyjemne warknięcie od strony wejścia, na które zarówno Hyde, jak i Tetsu, prawie podskoczyli- Impreza integracyjna?
-Cześć Saku-chan!- rzucił głośno Tet, odwracając się i przyklękując na kanapie, łokciami opierając o oparcie- Zaprzyjaźniamy się z Twoim nowym lokatorem!
-Zamknij się, idioto i posprzątajcie ten pierdolnik. To, że mieszkam w hotelu, a Ty masz klucze, nie oznacza, że masz to mieszkanie traktować jak hotelowy pokój.
Okrążył kanapę i rzucił na uda Hideto dużą, wypchaną po brzegi torbę podróżną.
-Od Yoshikiego. Za tydzień mamy akcję do rozegrania. Do tego czasu on ma wyglądać jak rasowa dziwka.- zwrócił się rzeczowo, chociaż wciąż nieprzyjemnie do Tetsu- Obaj doskonale znacie szczegóły. Przedstawcie je dzieciakowi, a teraz ruszać te wielkie rozleniwione dupy i kurwa sprzątać. Idę zapalić a jak za 5 minut nie będzie tu błysku, to takiego wam kopniaka zasadzę, że w locie z głodu zdechnięcie… I czego się gapicie jak ciele w malowane wrota? RUSZAĆ SIĘ!!!- ryknął, a cała trójka jak na komendę podskoczyła zaczynając sprzątać. Niedługo później nie było, ani jednego, niezidentyfikowanego papierka.

1 komentarz:

  1. Ekhem, no i no więc.
    Ja w sprawie takiej, że mi isę podoba i chcę dalej, a nie... xD
    Ciągle nic nie wymyśliłam, a ty mi nie pokazałaś jak ma wyglądać kubek z pandzią! o.

    OdpowiedzUsuń