Ciepłe promienie porannego słońca pieściły jego policzki. Dobiegające z kuchni stłumione dźwięki gotującej się wody, czy kubka stawianego na blacie dobudzały go powoli. Szczelniej opatulił swoje ciało kołdrą wtulił twarz w poduszkę. Powoli się rozbudzał. Ziewnął przeciągle i przetarł nadgarstkami powieki, rozchylając je po niedługiej chwili.
Okno naprzeciw niego było uchylone, wietrząc salon.
Jeżeli komuś choć przez chwile się zdawało, że Hideto będzie spać na tym wielkim i wygodnym łóżku to grubo się mylił. Już pierwszej nocy Sakura dał mu wyraźnie do zrozumienia, że jego miejsce jest na kanapie. A więc już kolejny raz budził się na owej oliwkowej kanapie, ale nawet nie śmiał narzekać. Było mu tu wyjątkowo dobrze. Na pewno lepiej niż w jego „poprzednim życiu”, jak zaczął to od dłuższego czasu ujmować w myślach.
Mieszkał na tym 33 piętrze już od tygodnia, a z każdą chwilą czuł, że coraz bardziej wrasta w ten świat.
Tetsu i Ken przyjęli go bardzo ciepło. Był przy nich całkowicie rozluźniony i naturalny. Przy Sakurze, jak na komendę, stawał się skrępowany i zawstydzony. Ciągle miał obawy, że każdy jego ruch spotka się z chłodnym, wypranym z uczuć, albo wypełnionym pogardą komentarzem. Tetsu mówił, aby nie przejmował się nim zbytnio, bo „Sakura już tak ma”. Bo gdy przychodziło do wytknięcia błędów to on robił to natychmiast. Pochwał nie było. Pochwała miała miejsce, gdy nie było karcącego komentarza. Ich szef był zamknięty w sobie, zimny, oschły, nieprzyjemny… Sprawiał wrażenie osoby, która wszystko ma gdzieś.
Hideto, a tak naprawdę teraz już Hyde, usiadł na kanapie dotykając podeszwami stóp chłodnej podłogi. Wzdrygnął się nieco, wstając szybko i poprawiając długą, wręcz dziewczęcą koszulę nocną. Tą samą, którą miał na sobie, gdy tydzień temu został tu przywieziony.
Tetsu zajął się kwestia jego ubioru. Już następnego dnia przywiózł mu wór ubrań. W większości były za duże, ale liczyło się to, że ma co na siebie założyć.
Przeczesał palcami długie, zmierzwione włosy i udał się do kuchni.
- Dzień dobry - powiedział uśmiechając się nieśmiało, desperacko starając ukryć rosnące zdenerwowanie.
Odpowiedziało mu krótkie spojrzenie zimnych, czarnych oczu, znad kubka z kawą i porannej gazety.
Hyde przełknął ślinę podchodząc do czajnika, napełniając wodą i stawiając na kuchence. Rozejrzał się za kubkiem, który jak to Tetsu ujął, przywłaszczył sobie już pierwszego dnia.
I jak na co dzień zobaczył go na półce tuż nad głową. Na półce, do której ewidentnie nie dosięgał.
Przez ostatnie dni to właśnie Hideto wstawał wcześniej, więc brał krzesło, stawał na nim i wyjmował kubek… Ale tak przy Sakurze było mu po prostu… Głupio.
Spojrzał tęsknym wzrokiem na kubek, a za chwilę błagalnie, lecz wciąż nieśmiało na Sakurę.
Znów kubek. Znów Sakura.
W końcu mężczyzna oderwał się od czytanej gazety, a ich spojrzenia zetknęły się.
- Czego? - Zapytał zimno.
- No… Bo… - zaczął przełykając ślinę i odwracając wzrok, czując jak rumieni się z zażenowania. Zerknął w stronę szafy na kubek.
- Streszczaj się.
- Pandzia. - Wyrzucił z siebie, pragnąc zapaść się pod ziemię.
- Jaka, kurwa, „pandzia”? – Odpowiedział mu zirytowany głos, nie patrzył mu w twarz, ale Hideto mógł założyć się, że jedna z brwi Sakury właśnie podniosła się do góry.
- No… Kubek. Z pandzią. – Mruknął cicho, kontemplując kształt kafelków pod stopami.
Nastała cisza.
- Nie dosięgam - dodał, zauważając, że właśnie bawi się nerwowo rękawami koszuli.
Przygryzł wargę. Nienawidził tej swojej nieśmiałości.
Zaraz potem usłyszał szurnięcie krzesła, a chwilę po nim niedelikatne stuknięcie kubkiem o blat i zatrzaśnięcie szafy.
- Dziękuję. - Powiedział, dopiero teraz odważając się na podniesienie głowy.
- Daruj sobie. - Doszło do niego, gdy mężczyzna ponownie usiadł na krześle.
Hyde spojrzał z lekkim uśmiechem na kubek. Zaraz wrzucił do niego herbatę i zalał zagotowaną już wodą.
Może i Sakura nie był miły, ale przynajmniej nie kazał mu podskakiwać do tego kubka.
Reszta poranka minęła względnie spokojnie. Hideto wpierw pościelił kanapę, później ubrał się w dżinsy (jedyną nie za dużą rzecz jaką dał mu Tetsu) i biały podkoszulek, a na sam koniec usiadł przed telewizorem.
Dopiero teraz zaczął się stresować. To dzisiaj właśnie ma być ta cała akcja. Jej głównym celem jest zabranie z domu jednego z przeciwników Yoshikiego, dokumentów stwierdzających jego mafijne powiązania.
Sam człowiek nie był zbyt szkodliwy, ale jak wiadomo tacy ludzie są najbardziej niebezpieczni bo nigdy nie wiadomo co zrobią.
Cały plan polega na tym, aby w grupie kilku dosyć drogich prostytutek wejść do jego domu. Wtedy Hideto ma się oddzielić od reszty grupy, zabawiającej owego faceta, przejść do pracowni, znaleźć i ukraść dokumenty. Razem z nim ma być jeszcze jeden chłopak, który ma całkowicie odwrócić uwagę mężczyzny, ułatwiając kradzież i ucieczkę.
Plan teoretycznie prosty. Ale gdyby dodać do niego stres jakim będzie Hideto ogarnięty, plan staje się trochę trudniejszy.
Bo przecież, jeżeli spieprzy, to trafi do najbardziej wstrętnej dzielnicy jako podrzędna dziwka. Już go Sakura zdążył poinformować… Nawet kilka razy.
- Cześć Saku-chan! - Dobiegł go krzyk od wejścia, natychmiast przywracając go do rzeczywistości. Tetsu przyszedł.
- Nie drzyj tak tego ryja. - Od razu odpowiedział mu mężczyzna, który prawie natychmiast z kuchni, przeszedł na balkon.
Na pewno w celu zapalenia.
- No witaj Haido-chan! - Tetsu wszedł do pokoju, rzucając wielką torbę na stół i zaraz opadł na kanapę.
- Cześć. Co to jest? - Zapytał zaintrygowany, wskazując brodą na torbę.
- Magiczna, „wszystkomająca” torba, która pomoże nam przemienić Cię w zawodową prostytutkę. - odpowiedział luźno, kładąc nogi na stole, prezentując żarówiaście różowe skarpetki w nietoperze.
- A. Acha…
- Ale to za chwilę, mamy jeszcze czas… - uśmiechnął się szeroko. - Jak się czujesz przed akcją?
- Y… Zestresowany? - Bardziej zapytał, niż stwierdził, opierając się wygodniej o kanapę, a złączone dłonie kładąc na udach.
- Dasz sobie radę! - Towarzysz zawołał pocieszająco i rozczochrał Hideto włosy. - Już nawet wiemy, gdzie znajdują się te dokumenty. Na szczęście ten koleś jest za głupi, więc nie zrobił żadnej kopii. Jest tylko jeden egzemplarz, schowany w pudełku zamykanym na kluczyk! Poradzisz sobie z kłódką prawda?
Hyde przytaknął nieco się rozchmurzając. Może nie będzie tak źle…
- No widzisz! A teraz słuchaj uważnie. Pewnie powtórzę to jeszcze kilkanaście razy, ale lepiej zapamiętaj już teraz. Chłopak, który z Tobą będzie, całkowicie odwróci uwagę waszego klienta, reszta prostytutek zajmie się innymi gośćmi na tyle, że spokojnie przejdziesz na pierwsze piętro. Jak już znajdziesz się na górze, to skręcisz w lewo. Ostatnie drzwi naprzeciwko to toaleta. Po prawej stronie toalety będzie gabinet. Musisz poradzić sobie z zamkiem. Wiem, że miałeś w swojej karierze dużo włamań, więc nie powinno być problemu. - Mrugnął do niego, znów ponawiając monolog. - Kiedy już będziesz w środku, po prawej będziesz miał ogromną szafę. Szuflada na samym dole. Też na klucz. Jak już ją otworzysz to prosta droga. Musisz ją wyjąć. Tam będzie to pudełko. Wyjmiesz dokumenty i włożysz tam wizytówkę Yoshikiego. Wiesz… On lubi takie bajery. - Zaśmiał się. - Uciekasz oknem. To pierwsze piętro, więc nic nie powinno Ci się stać.
Hideto przytaknął. Na ponów zaczął się stresować. Dobra. Wie, gdzie jest to nieszczęsne pudełko. I to prawie pewnik, że mu się uda. Te trzy zamki pokona. Na pewno nie będą jakoś bardzo skomplikowane.
Ale jak mu się nie uda?
Przygryzł bok kciuka.
- Ej no, młody. Czuprynka do góry. Damy rade.
Kolejne przytaknięcie.
Tak. Da radę.
Uśmiechnął się lekko.
Tetsu spojrzał na zegarek, poczym podniósł się i wyprostował.
- No. To zabieramy się do roboty. - Klasnął w dłonie i je roztarł.
W tym samym momencie do salonu wszedł Sakura, bez słowa podszedł do szafy z książkami. Wyciągnął jedną i wszedł do sypialni, zatrzaskując za sobą drzwi.
- No Haido. Zapamiętaj na przyszłość, że gdy Sakura w ten sposób zamyka drzwi, jest to równoznaczne z „Nie przeszkadzać, w przeciwnym wypadku czeka Cię bliskie spotkanie z kilkoma gramami ołowiu”. - Powiedział rzeczowo, poczym otworzył torbę.
Wyjął z niej niewielki kuferek, kładąc obok na stole. Za chwilę na kanapę rzucił krótkie, dżinsowe szorty, czarne kabaretki, długi, biały podkoszulek i dżinsową kurtkę. Obok nich po chwili znalazły się czarne trampki.
- No. Zakładaj to. - Powiedział, co przyprawiło Hideto o nieprzyjemny ścisk w brzuchu.
- Chyba żartujesz!- Wyrzucił z siebie po chwili ignorując rozbawione spojrzenie.
- Masz wyglądać jak typowa dziwka. Zakładaj to i nie marudź.
- A… Ale…
- Jak tak bardzo jestem nieprzekonywujący to mogę poprosić o jakiś argument Sakurę.
- Nie! Już się ubieram. - Zawołał czując jak płoną mu policzki.
Zebrał z łóżka wszystkie ubrania i zaraz popędził do łazienki.
Zaczął się przebierać, a z każdą kolejną częścią odzienia, czuł coraz większe skrępowanie.
Spojrzał w lustro.
Przecież on się tak nie pokaże! Wygląda jak… jak… No cóż. Jak dziwka… Czyli prawidłowo.
Wyszedł, wchodząc do salonu i spojrzał niepewnie na głupi uśmiech Tetsu.
- Byłbyś niezłą konkurencją na ulicy. - Zawołał starszy mrugając do Hyde’a, poczym wstał z fotela.
Hideto poczuł jak zaczyna płonąc nieprzyjemnym rumieńcem.
Mimo to jednak włożył dłonie do kieszeni spodni, cały ciężar ciała przenosząc na prawą nogę i uginając w kolanie lewą. Podniósł do góry brodę, odrzucając włosy i uśmiechnął się zalotnie, co wywołało kolejny, przyjacielski śmiech Tetsu.
- No tak, tak ślicznotko. Siadaj na kanapie, to cię ucharakteryzuję.
Niższy ponownie odrzucił do tyłu włosy i kręcąc biodrami opadł na kanapę, zakładając nogę na nogę i robiąc usta w dziubek.
Tetsuya, nie przestając się uśmiechać, otworzył kuferek, wyjmując z niego jakieś kosmetyki i zaczął malować wciąż zalotnie zachowującego się chłopaka.
Gdy po godzinie Tetsu skończył upinać niesforne włosy Hideto w wysoki kucyk na czubku głowy, a także poprawił delikatny makijaż, z sypialni wyszedł Sakura.
- O. Saku-chan! I jak się podoba? - Zaraz zagadnął go charakteryzator, przekręcając, ponownie zarumienionego Hyde’a w stronę mężczyzny.
Brunet przyglądał się chłopakowi.
-No cóż- zaczął rzeczowo- Wygląda ślicznie…- mruknął z lekkim westchnięciem, na co zarówno Tetsu, jak i Hyde wciągnęli powietrze, wstrzymując oddechy- Czy Cię już naprawdę pojebało, debilu?!- wybuchnął niespodziewanie- On ma tam kurwa kraść, a nie zabawiać tego kolesia! Myśl idioto! Jak z niego taką, kurwa księżniczkę zrobisz, to ten facet od niego łap nie oderwie i plan szlag trafi! On ma wyglądać jak dziwka z taniego burdelu, a nie kosztowna kurtyzana z Paryża! Wychodzę. Wrócę za godzinę z Yukihiro i Kenem. Do tego czasu on ma być gotowy- skończył swój monolog, wychodząc z salonu, a niedługo potem trzaskając drzwiami wejściowymi.
Dopiero wtedy zarówno Hyde, jak i Tetsu wypuścili wstrzymywane powietrze z ust.
- Jak powiedział, że wyglądasz ślicznie to, aż mi serce podskoczyło... - Westchnął Tetsu, zaczynając zdejmować czarną frotkę z włosów Hideto. - Naprawdę… Gdy zaczął krzyczeć, to mi ulżyło - dodał zaczynając się śmiać.
W sumie racja… Powiedzenie czegoś takiego, było ewidentnie nie w stylu Sakury.
- No cóż mały… Mam inny pomysł, do którego Saku-chan raczej się nie przyczepi. - Dodał. - Wstawaj.
Chłopak posłusznie wstał i dał się poprowadzić do łazienki. Tam Tetsu podłączył prostownice, jednocześnie zaczynając poprawiać makijaż na ostrzejszy. Gdy skończył, wyprostował Hideto włosy, a z kuferka wyciągnął nożyczki.
- Co Ty chcesz z tym zrobić? - Chłopak spojrzał na starszego niepewnie.
- Trochę przyciąć Ci włosy…
- Nie! - Prawie krzyknął, szybko zgarniając, teraz już wyprostowaną czuprynę, i przyciskając do siebie.- Wiesz jak długo ja je hodowałem? Moje włosy, to mój największy skarb!
- Haido, wiem. Ja je tylko lekko poprawie. Nie zamierzam ich w żaden sposób jakoś drastycznie skracać- Tylko podetnę końcówki- Tetsuya zreflektował się szybko, odruchowo podnosząc do góry dłonie, tak jakby chciał powiedzieć do jakiegoś podwórkowego kota „nie uciekaj, nic Ci nie zrobię”.
Chłopak wydął wargi mrużąc oczy.
- Obiecuję, że nawet nie zauważysz różnicy. Tylko trochę Ci je poprawie.
Hideto niechętnie puścił włosy, odwracając głowę w bok.
Tetsu stanął za nim biorąc jeden z kosmyków i zaczynając go lekko przycinać. Po kilku minutach skończył i postawił Hyde’a przed lustrem.
- No i jak? – Zapytał.
Chłopak o mało, co się nie przewrócił. Patrzył zaskoczony we własne odbicie. I nawet nie chodziło tu o włosy, które i tak, jak mówił Tetsu, wiele się nie zmieniły. Hideto wyglądał jak rasowa burdelowa dziwka. Gdyby był swoim znajomym w życiu by siebie nie poznał. Wziął głęboki oddech, poczym przytaknął niemrawo.
- Dziwnie się taki czuję - powiedział w końcu, na co odpowiedział mu pocieszliwy uśmiech Tetsuyi.
- Wierz mi… To normalne. Chodź. Napijemy się czegoś. Mamy jeszcze trochę czasu.
Na ponów kiwnął głową wychodząc do kuchni, uprzednio jeszcze raz zerkając w lustro. Ale nie ważne, co by się działo, to i tak będzie lepsze niż to, co kiedyś. Teraz jedynie udaje dziwkę. Kiedyś przecież był zmuszany do bycia nią.
Usiadł na krześle, opierając łokcie o stół i patrząc przed siebie. Za chwilę przed jego nosem pojawił się kubek z pandą, a w nim gorąca herbata. Jednocześnie pachniała intensywnie, czymś innym, niż tylko herbata.
- Z czym to? - Zapytał podnosząc wzrok na towarzysza i odrzucając do tyłu włosy.
- Z miodem i rumem. Rozluźnisz się trochę.
Hideto spuścił wzrok na kubek, który zaraz objął dłońmi i wpatrzył się w brązowy, lekko mętny od miodu płyn.
- Jak tu trafiłeś? - Zapytał, po chwili ciszy, gdy Tetsu usiadł ze swoim kubkiem.
- Jak to?
- Znaczy… Jak znalazłeś się w grupie Sakury?
- Po prostu… okradłem nie to konto, co trzeba… - Starszy odpowiedział z lekkim uśmiechem, jakby uśmiechając się do własnych wspomnień.
Hideto spojrzał na niego pytająco.
- 5 lat temu na gwałt potrzebowałem pieniędzy, aby oddać dług. - Ponowił bordowowłosy. - Najprostszym wtedy dla mnie sposobem, było włamanie się na czyjeś konto bankowe i przelanie pieniędzy na moje własne. Dług oddałem, ale tydzień później miałem nalot w domu. Niefortunnie ukradłem pieniądze Yoshikiemu. Wtedy niefortunnie. Dostałem taki wpierdol, że gwiazdy w Hollywood zobaczyłem. Dostałem ofertę. Albo oddam mu pieniądze w ciągu 48 godzin, albo odpracuję. Pierwsza opcja była jak najbardziej niemożliwa, więc natychmiast wybrałem drugą. Po 2 miesiącach odpracowałem nawet z nawiązką, a Yoshiki przydzielił mnie do Sakury. Wtedy jeszcze nie miał grupy, a jedynie pracował z Kenem. I tak zostałem. Stwierdziłem, że takie życie mi się o wiele bardziej opłaca. - Skończył podnosząc kubek i wypijając odrobinę.
- Czyli… Jeżeli dobrze wykonam zadanie, trafię do waszej grupy na stałe?
Tetsu wzruszył ramionami.
- Samo to, że bez dłuższych spekulacji przysłał cię tutaj, już daje wielkie nadzieje, ale jak będzie nie wiem. Pij, bo jak będzie zimne, to zrobi się niedobre.
Hyde kiwnął głową znów zaczynając wpatrywać się w kubek. Podniósł go po chwili i napił się.
Poczuł przyjemne ciepło rozlewające się po ustach i gardle, spowodowane nie tylko temperaturą napoju, ale i także zawartym w nim alkoholu.
- Chciałbym tu zostać. - Powiedział patrząc na stół. - I tak nie mam dokąd pójść.
Nagle usłyszeli pukanie, a drzwi wejściowe otworzyły się.
Odwrócili się w tamtą stronę, a w progu kuchni pojawił się Ken.
- Siema chłopaki. - Powiedział, chociaż patrząc na Hideto, musiało mu to przyjść z wielkim trudem. -Zbierajcie się. Sakura i Yukihiro czekają w samochodzie - dodał.
Serce Hyde’a podskoczyło gwałtownie do gardła. Już? Teraz? Natychmiast?!
Dopił swój napój i wstając udał się za wychodzącym już Tetsu.
Weszli do przestronnej windy na końcu korytarza. Tak naprawdę w ciągu tego tygodnia Hyde rzadko miał okazję wychodzić, więc na ponów przyglądał się wielkiemu lustru i pozłacanym uchwytom. Robił to po części z zainteresowania, po części z chęci odwrócenia swojej uwagi.
Herbata uspokoiła go nieco, ale na nic się to zdało, kiedy usłyszeli dzwonek oznajmiający zatrzymanie się windy na wybranym przez nich piętrze.
Przeszli przez długi, bogato zdobiony hol, a Hyde wciąż nie mógł się nadziwić jak to się stało, że nikt nie zwraca na nich uwagi. Ba. Jeszcze miłego wieczoru na odchodnym życzą. Zapyta o to innym razem. Teraz nie jest w stanie.
Gdy wyszli przed budynek, stał już tam czarny samochód, z przyciemnianymi szybami, a o maskę opierał się Sakura, wypuszczając ostatnie kłęby dymu z ust i wyrzucając niedopałek gdzieś na bok. Zmierzył Hideto od stóp do głów, poczym wszedł do pojazdu.
- Y… Mam rozumieć, że jest dobrze? - Aapytał niepewnie chłopak, na co Tetsu jedynie się uśmiechnął i otworzył drzwi, przepuszczając młodszego przodem.
Ten wszedł siadając obok Kena i zerkając na kierowcę.
- To jest Yukihiro. - Powiedział Tetsu, na co owy kierowca odwrócił się do nich przodem.
Miał podejrzanie wąskie i zaczerwienione oczy oraz idiotyczny, szeroki uśmiech. Sprawiał wrażenie całkowicie nie obecnego. Na czole miał wielką bordową opaskę i długie, szatynowe włosy upięte w koński ogon na czubku głowy.
Patrzył się przez chwilę na Hideto, poczym ukłonił krzywo tyle, na ile pozwalał mu fotel kierowcy.
-Yukihiro desu. - Rzucił lekko, jakby mówił z zupełnie innego wymiaru.
- H… Hyde desu. - Hideto ukłonił się niepewnie, a kiedy podniósł głowę Yukihiro właśnie odpalał samochód, ponaglany karcącym wzrokiem ich szefa.
- Tylko, Yuki - zaczął Tetsu, opierając o jego siedzenie - nie przesadzaj z prędkością dzisiaj.
Mężczyzna przytaknął, poczym ruszyli.
Hideto poczuł jak od nadmiaru szybkości samochodu wbija się w fotel. Przecież miał nie przesadzać z prędkością! Chryste! Ile oni jadą?!
Spojrzał wystraszony przez okno. Jeszcze trochę, a obraz zacznie się rozmazywać. Rozejrzał się po twarzach towarzyszy. Wyglądali, tak jakby samochód nie rozwijał wyjątkowo nielegalnej prędkości.
Zwłaszcza Yukihiro, który wyglądał jakby odpłynął.
- Nie przejmuj się, Yuki to dobry kierowca - powiedział Tetsu, kładąc dłoń na ramieniu niższego.- Tylko czasami za bardzo naciska na gaz. Dzisiaj akurat jedzie z bezpieczną prędkością.
- B-bezpieczną… - Hideto powtórzył bezmyślnie, wciskając się jeszcze bardziej w fotel.
Mimo, że jazda do celu trwała chwilę, zapełnioną powtarzaniem planu, Hyde miał wrażenie, że ciągnęła się w nieskończoność.
Gdy Ken wyszedł, Hyde prawie za nim wybiegł. Kolana trzęsły mu się od nadmiernej prędkości. Odetchnął czując lekkie rozluźnienie. Żyje.
Niestety przy drugim wdechu doszło do niego, że znajdują się pod burdelem. Czyli za kilka minut będzie miał do wykonania robotę. Niedobrze.
Z zamyślenia wyrwało go mocne uderzenie w plecy.
- No, Młody - usłyszał głos Tetsu. - To jest Miyavi. Twój kolega od Twojego zadania. - Zawołał wesoło wskazując brodą na zbliżającego się, wysokiego chłopaka, z makijażem i ubiorem tak zdzirowatym, że chyba bardziej się nie dało. - Cześć Meev! - Zawołał do niego i objął Hideto ramieniem. - To jest Hyde. Zaopiekuj się nim.
- Hejka. - Przywitał się machnięciem głowy ze wszystkimi. - Miyavi desu! - Zawołał dźwięcznie kłaniając się, a zaraz podniósł i uśmiechnął do nich z góry. - Tak, wiem Tetsu… Powiedziałeś mi już wszystko przez telefon z pięć razy.
Zaraz jednak Hyde przestał ich słuchać. Stres pozwalał mu jedynie na słyszenie głosów, ale nie dopuszczał znaczenia wypowiadanych słów. Zaczął przyglądać się dokładnie Miyavi’emu. Wysoki. Bardzo wysoki. I też szczupły. Można powiedzieć, że wręcz chudy. Z przodu włosy przycięte do linii brody, z tyłu najwyraźniej były dużo dłuższe. Tak jakby trochę za ramiona. Czarne, widać, że doskonale zadbane.
Mimo jego ostrego makijażu, który raczej powinien drażnić, przyjemnie się na niego patrzyło.
Z trudem przełknął ślinę. Jak on bardzo pragnął, żeby było już po wszystkim.
Nagle poczuł jak ktoś czochra mu włosy, akompaniując sobie ciepłym śmiechem.
Hyde podniósł wzrok. No tak. Miyavi. Mówił coś do niego i śmiał się uprzejmie.
- Co? - Rzucił niższy, patrząc się na niego, prawie, że urażonym wzrokiem, poczym spojrzał na chichoczącego Tetsu. - Z czego się śmiejecie?
- Nic, nic… - Powiedział bordowowłosy.
Hyde zmrużył gniewnie oczy. Prawie podskoczył, kiedy poczuł jak ktoś coś wsuwa mu do tylnej kieszeni.
Gwałtownie odwrócił się i zmierzył stojącego za nim Tetsu groźnym wzrokiem.
- No co tak patrzysz, księżniczko? Wizytówkę Yoshi’ego Ci daję. - Odpowiedział lekko. - Dobra, Meev. Zabieraj maleństwo. My będziemy czekać niedaleko domu tego faceta.
- No to do zobaczenia, Tet-chan. - Powiedział Miyavi. - Musimy się umówić na jakiegoś browara w końcu.
- Musimy, musimy…
- Kończcie tam! Nie mamy czasu plotkary jebane! - Prawie podskoczyli, gdy Sakura wrzasnął.
- Jak zwykle rozdrażniony… - Miyavi mruknął pod nosem. - No nic… Bye Bye. - Pomachał im obejmując ramieniem Hideto i idąc w stronę kilkuosobowej grupki, która zebrała się pod burdelem.
Z chłopaków, oprócz niego i Miyavi’ego było jeszcze dwóch. Cała reszta to dziewczyny. Bez żadnych przywitań weszli do podłużnego, czarnego samochodu. Hideto usiadł tuż obok Meev’a, czując coraz większe skrępowanie towarzystwem, w jakim się znalazł.
- Nie bądź taki spięty - usłyszał nad uchem głos wyższego. - To twoja pierwsza robota, więc zapamiętaj… Uśmiechaj się jak najczęściej możesz, chichocz, wdzięcz się, mrugaj i spoglądaj zalotnie. Jak nie wiesz co robić, zerkaj na któreś z nas. Możesz jakieś wzorce zachowań podłapać. Zachowuj się jak wrodzone niewiniątko. Oni to uwielbiają.
Hyde przytakiwał za każdym razem.
- No. Poradzisz sobie. Jak przyjdzie co do czego, to ci dam jakoś znać. Jakby ktoś w trakcie Cię zaczepił, mów, że idziesz do toalety.
Kolejne przytaknięcie. Przez dłuższą część drogi, Miyavi próbował jeszcze jakoś zagadać Hideto, ale chłopak był tak zestresowany, że miał problem ze skupieniem się na wypowiadanych przez Miyavi’ego słowach.
Hyde całkowicie stracił poczucie czasu. Czas leciał gdzieś obok. Z jednej strony miał wrażenie, że jadą wieczność, a z drugiej, gdy samochód się zatrzymał, był prawie pewien, że jechali wyjątkowo za krótko.
Wychodzili po kolei z pojazdu. Miyavi jako pierwszy. I to on szedł na przedzie w tej niewielkiej grupce. Haido szedł na samym końcu. Tak jak jeszcze z godzinę temu próbował analizować rzeczy wokół, tak teraz nie mógł skupić się już na niczym, prócz swojego zadania.
Miyavi zapukał do drzwi, a gdy otworzył je gospodarz, gruby, czerwony na policzkach facet w garniturze, uśmiechnął się doń zalotnie.
- Dobry wieczór. - Zaczął słodkim, kokieteryjnym głosem.
- Wchodźcie, wchodźcie. - Zaczął głosem, który niejednego wrażliwego przyprawiłby o mdłości. Otworzył szerzej drzwi i odsunął się kawałek, wpuszczając „dziewczęta”.
Hyde rozejrzał się. Kolejny dom robiony na amerykańską modłę.
- Proszę nie zdejmować butów. - Powiedział natychmiast, gdy każdy już zabierał się do ich zdjęcia. - Zapraszam panie do salonu. - Dodał wskazując ręką.
Hideto zrobiło się nieprzyjemnie. Nie zdejmować butów? A kapcie do toalety to może papucie, którymi chodzi się po mieszkaniu? Z jednej strony to strasznie niekulturalne, ale z drugiej… fascynujące.
Poszedł za wszystkimi do obszernego pokoju.
Miyavi zerknął na niego, uśmiechając się ciepło. No tak. Zalotny uśmiech na twarz i jedziemy.
Dziewczęta rozeszły się po salonie, zaczynając zabawiać gości. Taak. Wszyscy byli tacy sami jak sam gospodarz. Odrzucające urzędasy, z rodziną, która i tak ich nic nie obchodzi.
Gospodarz rozdał kieliszki, nalewając każdemu po winie. Wzniósł za coś toast, ale Hideto nie obchodziło, za co.
Mężczyzna usiadł na kanapie, po jednej z jego stron usiadła prostytutka, po drugiej Miyavi. Hyde usiadł na oparciu obok Miyavi’ego, upijając łyk ze swojego kieliszka i opierając się ramieniem, o ramię drugiego chłopaka. Lepiej trzymać się teraz jego towarzystwa. Ten odwrócił się do niego i mrugnął, zaraz wracając spojrzeniem do klienta.
Impreza rozkręcała się na dobre. Mężczyźni chlali coraz więcej, a Hideto czuł coraz większe obrzydzenie, ale nie dawał nic po sobie poznać. Kilkukrotnie trafił w ramiona jakichś panów grubo po pięćdziesiątce, ale zgrabnie i niezauważalnie wyswobadzał się z ich uścisków.
Kiedy wszyscy byli równo spici, nalał sobie swój dopiero trzeci kieliszek wina i wypił, prawie duszkiem.
Nagle poczuł jak Miyavi delikatnie go szturcha ramieniem, dając znak, że może już iść.
Teraz zamiast uciążliwego strachu, ogarnęły go podniecenie i napływ adrenaliny. Wino robi swoje.
Wstał z rogu kanapy, rozejrzał się i kołysząc biodrami, starając nie zwracać na siebie uwagi, wyszedł za drzwi.
Chciał wejść po schodach, ale niespodziewanie jakiś mężczyzna, ze szklanką bursztynowego alkoholu, objął go ramieniem, śmiejąc się przy tym nieprzyjemnie i wulgarnie.
- Gdzie się wybierasz, księżniczko? - Zawołał ochryple prawie opluwając chłopaka.
- Do… Toalety. - Odpowiedział pewnie, uśmiechając się niewinnie, mrugając i wdzięcząc, składając usta w dziubek.
Gruby, zajeżdżający alkoholem mężczyzna kolejny raz ryknął śmiechem i strzelił Hideto w tyłek, na co ten podskoczył z piskiem. Rozmasował go złorzecząc, kiedy facet wrócił do salonu. Na ponów się rozejrzał i szybko wszedł na górę. Gdy już tam był odetchnął z ulgą, uświadamiając sobie, że nikt go nie widział.
Mimo, że na piętrze było zupełnie ciemno, Hyde był w stanie zauważyć, że jest dokładnie tak jak opisywał Tetsu. Poszedł w wyznaczonym kierunku. Pod drzwiami do gabinetu dla pewności przekręcił klamką, ale jednak były zamknięte. Ukucnął wysuwając z włosów wsuwkę, którą dobroczynnie dał mu Tetsu i rozpoczął powolny proces otwierania drzwi. Już po chwili klamka ustąpiła, wpuszczając Hideto do pokoju.
Wstał wchodząc i natychmiast zamykając za sobą drzwi.
I co teraz?
Podszedł do półki, siadając na podłodze. Szuflada na samym dole. Zamknięta, czyli dokumenty musza być tutaj. Prawie natychmiast rozprawił się z zamkiem dostając do pudełka z dokumentami.
Dokładnie tak jak mówił Tetsu. Kłódka.
Przez chwile się zamyślił. Jakie to dziwne… Im bliżej jest celu, tym zabezpieczenia są łatwiejsze do ominięcia.
Kiedy rozprawił się z kłódką, natychmiast prawie jęknął sfrustrowany. Jak on się z tym wszystkim zabierze? Tu jest przecież o wiele za dużo rzeczy, aby mógł to wszystko bez problemu za pierwszym razem wziąć.
I co teraz? Oczywiste, że zabierze wszystko… Ale jak?
Wstał rozglądając się po ciemnym pokoju. Światło w środku dawały jedynie latarnie zza okna, więc pole widzenia miał bardzo ograniczone.
Nagle jego wzrok zatrzymał się na górnej półce szafy, naprzeciwko której stał. Teczki… Duuużo teczek.
Stanął na palcach wyciągając jedną, która wyjątkowo okazała się być pustą, i przyklęknął wkładając do niej wszystko co znalazł.
Z tylnej kieszeni spodenek wyjął kartonowy prostokącik, wizytówkę Yoshiki’ego, wkładając go na miejsce kradzionych dokumentów.
Zamknął pudełko na kłódkę chowając je, zasunął szufladę, poczym wstał i podszedł do okna.
Otworzył je patrząc w dół. No cóż.. To tylko pierwsze piętro.
Westchnął zamykając oczy. Otworzył je, ostrożnie zrzucając teczkę, a zaraz sam zeskakiwał.
Spadł na obie nogi, ale zaraz przewrócił się do tyłu.
Zacisnął oczy czując pulsujący ból pośladków. Podniósł się ciężko, rozmasowywując jeden z nich jednocześnie sięgając po teczkę. Spojrzał się przed siebie i z radością dojrzał samochód Yukihiro, a w nim zapalone światła. Odwrócił głowę w jedną stronę, w drugą.
Dobra. Czysto. Droga wolna.
Pomknął przed siebie, ściskając w ręce skradzione dokumenty. Przeskoczył niewysoki płotek i dobiegł do samochodu. Otworzył tylne drzwi i wskoczył do środka z ulgą wciskając się w fotel.
Uśmiech nie schodził mu z twarzy. Udało się. Wszystko zgodnie z planem. Już po wszystkim.
- Mam. - Rzucił między głębokimi oddechami.
- To widzę. - Sakura natychmiast się odwrócił mierząc Hideto zimnym i nieprzyjemnym spojrzeniem. - Po co do cholery kradłeś jeszcze teczkę?
- Bo… - Poczuł jak natychmiast się rumieni i nie potrafi znaleźć słów, aby się wypowiedzieć. - Bo… Tam było tego o wiele za dużo, abym mógł zabrać wszystko bez niej… - Powiedział podając mu teczkę.
Sakura zaraz ją otworzył, przeglądając je przez chwilę.
- Yukihiro. Jedziemy. - Rozkazał chłodno.
Hyde dopiero teraz odwrócił się do chłopaków i wyszczerzył szeroko.
Siedzący obok niego Tetsu natychmiast go przytulił.
- Mówiłem, że Ci się uda Haido-chan! - Zaśmiał się.
Teraz Hyde’owi nie przeszkadzała nawet nadmierna prędkość samochodu. Z każdą chwilą znikały drzewa, a w ich miejsca pojawiało się coraz więcej domów, bloków, a na sam koniec wieżowców. Potrzebowali 20 minut, a samochód znów się zatrzymał, a oni, prócz Yukihiro, wysiedli.
Weszli do jednego z wieżowców i natychmiast pokierowali się do windy, którą zaczęli jechać na samą górę. Teraz, wciąż rozszczęśliwionemu Hideto przypomniało się pytanie, nad którym zastanawiał się, kiedy wychodzili z hotelu zamieszkiwanego przez Sakurę
- Tetsu? Dlaczego nikt z obsługi nie zwraca na nas uwagi? - Zapytał podnosząc na niego wzrok. - Przecież wyglądamy wyjątkowo nietypowo.
- Bo wszyscy nas tutaj znają. - Odpowiedział uprzejmie, a gdy zauważył pytający wzrok Hideto postanowił kontynuować. - Obsługa hotelów to nikt inny, jak ludzie Yoshiki’ego. Przecież jako znana szycha musi mieć jakąś przykrywkę. Duże pieniądze muszą się skądś brać, nie? Więc jest szefem sieci hotelarskich.
- A… Mam jeszcze jedno pytanie. - Zaczął nie będąc pewnym czy wypada mu pytać
- Tak?
- Dlaczego Yukihiro jest taki…? - Zaczął, nie mogąc jednak znaleźć słowa.
- Nieobecny? - Skończył za niego Tetsu, na co Hideto przytaknął. - Bo ciągle jara zielsko - odpowiedział.
Hideto przytaknął, mając mieszane uczucia, co do tego… Ich kierowca jara trawę… Pięknie. To teraz on się nie dziwi, czemu on tak szybko jeździ.
Winda zatrzymała się wydając krótki dźwięk, oznajmiający ostatnie piętro, a gdy drzwi się otworzyły wszyscy wyszli. Na samym końcu znajdowały się drogie, czarne drzwi… To na pewno były drzwi od pokoju Yoshiki’ego.
Sakura zapukał dwa razy, a słysząc krótkie „proszę”, otworzył je wchodząc. Za nim kolejno weszli Ken, Tetsu i Hideto. Za dużym, prostym biurkiem, w czarnym wysokim fotelu siedział Yoshiki. Na jego widok Hideto zrobiło się niedobrze, ale teraz chyba powinien być mu wdzięczny.
Sakura bez słowa podszedł do biurka kładąc na nim teczkę, która jak okazała się w dziennym świetle była bladoczerwona.
Szef zaraz podniósł ją, otwierając i przeglądając zawartość.
- No no no… Dobra robota, chłopaki. - Powiedział uśmiechając się przelotnie. - Nie przypuszczałem, że tego będzie, aż tyle. - Podniósł wzrok znad teczki natychmiast spoglądając na Hideto.
Ten zarumienił się nieznacznie, czując rosnące skrępowanie. Dopiero teraz dotarło jak właśnie wygląda i jak bardzo się w owym stroju źle czuje.
- Hyde-chan, podejdź tutaj. - Powiedział neutralnie, mimo, że na jego ustach gościł uśmiech.
Hideto poczuł jak serce na ponów zaczęło mu łomotać. Podszedł kilka kroków oddychając ciężko z przejęcia. Odrzucił do tyłu nachodzące na twarz włosy i spojrzał na mężczyznę.
- No mały… Postarałeś się, nie powiem. - Westchnął, odchylając się do tyłu i zakładając nogę na nogę. - Dług ojca spłaciłeś. Teraz powiedz, co chcesz. Odejść, czy zostać?
Hideto otworzył usta, aby powiedzieć, że chce pozostać w grupie, ale żadne słowo nie chciało przejść przez ściśnięte od zdenerwowania i przejęcia gardło.
Zamknął usta i przytaknął nieśmiało.
- Mam przez to rozumieć, że chcesz zostać. - Bardziej stwierdził niż zapytał.
Hyde przytaknął żwawo, wywołując uprzejmy uśmiech na twarzy Yoshiki’ego.
- W porządku. – Ponowił. - Sakura, teraz mały będzie mieszkał u ciebie. - Hyde zerknął na wymienionego mężczyznę, który usilnie ukrywał wielkie niezadowolenie z owego rozkazu. - Jutro przywiezione zostanie drugie łóżko. Sypialnie masz dużą, więc na pewno się jeszcze jedno zmieści. Tetsu. Pójdziesz z Haido na zakupy. Nie może przecież chodzić w używanych ubraniach. Ken. Pokaż małemu podstawy działania w grupie, naucz strzelać i tak dalej. To samo, co z Tetsu i Yukihiro. Masz już w tym wprawę. Wszyscy rozumieją? To świetnie. A teraz spadać. Jesteście wolni do czasu, aż nie będzie nowej sprawy do załatwienia.
Hyde dygnął z uśmiechem, po czym odwrócił się i wyszedł za całą resztą.
Jedynie zamknął za sobą drzwi, a już został zmierzony wściekłym wzrokiem.
-Nie myśl, że skoro zamieszkasz w moim mieszkaniu to będziesz mógł tam robić wszystko co Ci się podoba. Nastała sytuacja nie odpowiada mi w żadnym stopniu, więc nie właź mi w drogę i słuchaj moich rozkazów, bo czy tego chcesz czy nie, teraz jesteś moim podwładnym. A teraz ruszaj tyłek, nie zamierzam tu stać całą noc.- na te słowa, mężczyzna odwrócił się i nie czekając na chłopaka zaczął iść do windy.
Hyde zerknął na Tetsu i Kena, którzy uśmiechnęli się do niego pogodnie, a on sam zauważył, że nieprzyjemny ton Sakury nawet odrobinę nie pogorszył mu humoru. Uśmiechnął się szeroko i zaczął iść za grupą, do której teraz należał, przyglądając dokładnie każdemu z osobna. Analizował ich każdy krok ciesząc się sam do siebie. Dopiero teraz zaczyna się jego nowe, zapewne bardziej godne od poprzedniego, życie.
środa, 12 sierpnia 2009
ROZDZIAŁ 1
Takie małe kto jak wygląda ^^
+Sakura http://j-rock.narod.ru/miscellaneous/sakura/sakura002.jpg
+Hyde http://www.nautiljon.com/images/galerie/artistes/l_arc_en_ciel/l_arc-en-ciel_204.jpg
+Tetsu & Haido http://www.nautiljon.com/images/galerie/artistes/l_arc_en_ciel/l_arc-en-ciel_480.jpg
+Ken http://www.nautiljon.com/images/galerie/artistes/ken/ken_14.jpg
Podaje to z powodu Kena. Wiem, że nie pasuje on czasowo do całej reszty, ale ten wydepilowany z szminka na ustach jakos mi tutaj nie odpowiadał XD
----------------------------------------------------------------------------------
Ciepło i przytulnie. Chciał uwierzyć, że zaraz obudzi się w swoim łóżku, ale to nie było specjalnie możliwe. Jego łóżko przeważnie śmierdziało, a w domu było strasznie zimno. Otworzył oczy, nie mając pojęcia, co może zastać. Nieco zaskoczony odkrył, że jest dziwnie wysoko, a pokój jest niezwykle przestronny. Podniósł się na łokciu ignorując nasilający się ból głowy. Nigdy wcześniej nie widział na żywo takiego pokoju. Jedynie w zagranicznych filmach. Nie leżał na macie, lecz miękkim łóżku. Jego pościel była w odcieniu złotawego brązu. Rozejrzał się zaciekawiony. Tuż przy nim stała szafka nocna, a w drugim końcu pokoju ogromna szafa. Do pokoju wlewały się mdłe promienie porannego słońca. Usiadł spuszczając swoje nogi w dół i dotykając podeszwami stóp chłodnej podłogi. Powolnie wstał podchodząc do okna i patrząc przez nie. Wysoko. Jakieś… 30 piętro? Bardzo wysoko.
-Już wstałeś?- usłyszał za sobą i podskoczył przestraszony, odwracając się.
O framugę drzwi opierał się wysoki, czarnowłosy mężczyzna. Miał na sobie czarne, luźne spodnie i tego samego koloru, przylegający do ciała podkoszulek.
-Hideto Takarai- rzucił chłopak kłaniając nisko, starając opanować drżenie.
-Wiem- usłyszał glos jakby zniecierpliwiony i zniechęcony- Podnieś się z tego ukłonu. Sakura jestem, a Ty od dzisiaj jesteś Hyde- dodał, poczym Hideto niepewnie powstał, znów zaczynając skrycie przyglądać się mężczyźnie. Jego zadbane włosy luźno opadały na ramiona, oczy wpatrywały się z wyższością.- Wychodzę na kilka godzin- ponownie zaczął tonem wyraźnie zniechęconym- Jedzenie jest w lodówce, nie zeżryj wszystkiego. Jak będziesz się nudził, telewizor, radio do Twojej dyspozycji. Jak coś zepsujesz to Cię chyba zastrzelę. Nie próbuj uciekać. To 33 piętro. Zarówno wyjście oknem jak i drzwiami skończy się dla Ciebie śmiercią. Przy czym w przypadku tego drugiego Yoshiki najpierw wyśle Cię do burdelu, a dopiero potem zastrzeli. Więc siedź na dupie i się stąd nie ruszaj, jasne?
Przytaknął nieznacznie, a zaraz potem usłyszał, wpierw trzaśnięcie drzwiami od sypialni, później od mieszkania i szczęk przekręcanego klucza.
„Normalnie jak w amerykańskich filmach”- przeszło mu przez myśl. Ponownie się rozejrzał. I co teraz? Spojrzał w dół odkrywając, że wciąż jest w białej, długiej koszuli nocnej, a na nadgarstkach ma czerwone starte ślady po sznurach. Kilka bransoletek, jakie nosił zostało zniszczonych, zostawiając jedynie sznurek, bądź gumkę. Część jednak zachowała się takimi, jakimi była.
Chwilę jeszcze stał przy oknie, a gdy poczuł narastający głód, wyszedł po cichu i rozpoczął ciekawsko rozglądać się po pomieszczeniu.
W rogu przestronnego salonu, tuż obok okna i wejścia na balkon, stał telewizor, naprzeciw niego typowo zachodnia, oliwkowa kanapa. Rozsunięte, ciężkie kotary miały beżowy odcień. Gdy spojrzał w prawo, tuż przy wejściu do przedpokoju znajdował się czarny telefon. Wszedł w korytarz i już chciał wchodzić do kuchni, gdy po swojej prawej zobaczył kolejne drzwi. Otworzył je, a po zapaleniu światła wziął głęboki oddech. Łał. Łazienka w mieszkaniu… ten człowiek naprawdę musi być bogaty.
Zdziwił się, gdy przy wejściu nie znalazł tradycyjnych kapci. Niepewnie wkroczył do środka, zaraz widząc w lustrze naprzeciwko swoje odbicie. Dopiero teraz dostrzegł jak bardzo jego długie włosy są poplątane i rozczochrane. Na twarzy miał kilka zadrapań, ale obyło się bez siniaków.
Pod lustrem znajdowała się umywalka, po prawej duża wanna, obłożona białymi kafelkami. Zresztą tak jak cała łazienka. Po prawej dostrzegł toaletę.
Obrócił się wokół własnej osi, poczym wyszedł, uczynnie gasząc światło, aby nie marnować prądu, który i tak był drogi.
Za chwilę znalazł się w kuchni. Gdyby nie wielki szyld firmy znajdującej się jedynie w Japonii za oknem, przysiągłby, że w ciągu tych kilku godzin został przetransportowany do Ameryki.
Podniósł z kuchenki granatowy czajnik, nalewając do niego wody i znów odkładając go tam gdzie stał. Przekręcił jeden z kurków, aby odkręcić gaz i nagle odkrył, że owa kuchenka sama się podpala. Niesamowite…
Otworzył lodówkę i chociaż była pełna, nie było w niej ani jednego typowo japońskiego produktu. Wszystko posiadało jakieś niezrozumiałe, zagraniczne nazwy. Postanowił, że nie będzie ryzykował z produktami, których zawartość jest niewidoczna przez opakowanie.
Po dłuższej chwili namysłu wyciągnął słoik czegoś o pomarańczowej, paciastej konsystencji, co po odszyfrowaniu Amerykańskich liter brzmiało jak „JAM, PEACH” okazało się być dżemem brzoskwiniowym.
Położył go na blacie, teraz rozpoczynając poszukiwania herbaty i kubków.
Odnalazł je już po chwili na szafie, tuż nad sobą. Tutaj zaczynał się drugi problem… Jak się do tego dostać?
Skakać nie zamierza, bo jeszcze coś zepsuje i nie skończy się to dla niego zbyt wesoło.
Po chwili rozglądania się przyciągnął do siebie wysokie krzesło wchodząc na nie i otwierając szafę.
Natychmiast do gustu przypadł mu biały kubek z komiksową pandą, szczerzącą się szeroko i trzymającą bojowo w łapkach wielki arbuz.
Wyciągnął go, kładąc na blacie obok słoika, poczym wyjął puszkę podpisaną „TEA”, a to, z czego pamiętał, znaczyło właśnie herbata. Otworzył ją i spotkało go kolejne zaskoczenie. W puszce zamiast napotkać suszone liście, natrafił na dziwne saszetki. Powąchał. Nie nooo… Pachnie jak herbata. Spojrzał na bok metalowego opakowania. Rysunki przedstawiały „instrukcję obsługi”. Nie rozumiał napisów, ale postanowił, że będzie działać według rysunków.
Zeskoczył z krzesła i wrzucił jedną z saszetek do kubka. Zaraz znów się wyciągnął odkładając puszkę na półkę.
Korzystając z chwili, kiedy woda się gotowała, zsunął z dłoni gumkę po bransoletce i związał w koński ogon, wciąż wpadające w oczy przydługie włosy, jednocześnie rozglądając się za chlebem.
Dostrzegł go tuż obok przyrządu, którego kiedyś używał u kolegi. Jak to się nazywało… Tostownica? Toster? Nie ważne… Przynajmniej miał już pomysł na śniadanie. Wyjął kilka kromek, wkładając dwie do maszyny.
Po chwili zalał herbatę, a po 10 minut później wychodził już z kuchni.
Usiadł na niespodziewanie miękkiej kanapie, kubek i talerz stawiając na stoliku naprzeciwko. Podniósł pilot włączając telewizor. Zdziwiony przypatrywał się logo właśnie włączonej stacji. Czyżby ten telewizor posiadał więcej niż cztery programy? Podkulił nogi pod brodę i zaczął przełączać, coraz bardziej zadziwiony tym, że programy nie powtarzają się i jest ich coraz więcej. W końcu zatrzymał się na jakiejś muzycznej stacji zaczynając oglądać teledysk jakiejś amerykańskiej piosenkarki.
Zaczął jeść, wpierw przyglądając się szczegółom, jednak z każdą chwilą coraz bardziej odpływając. Gdy skończył swoje drobne śniadanie otoczył nogi ramionami, opierając brodę o kolana. Już nie widział telewizora, pokoju. Nic nie słyszał. Powoli układał informacje i wydarzenia w głowie.
Bo właściwie, co tak naprawdę się wydarzyło? Wczoraj wieczorem do jego małej klitki, którą dzielił z ojcem alkoholikiem, wparowało trzech ubranych w garnitury facetów. Ojciec jak zwykle był pijany. Chcieli go zastrzelić… No cóż. Sam najchętniej by tak postąpił, ale przecież musiał z czegoś żyć. Właściwie Hideto czekał na taki moment. Ten durny, staruch miał już takie długi, a nawet nie próbował ich spłacić. Tylko chlał. Bez przerwy chlał. I sprowadzał kumpli, którzy gwałcili Hideto za pieniądze… By ojciec miał za co chlać.
Wzdrygnął się na samo wspomnienie i potrząsnął związaną czupryną włosów, jakby to mogło pomóc. Jakby mogło te resztki pamięci zsypać z jego głowy… Jak pył, czy śnieg.
Jednak nie przypuszczał, że ktoś tak bezwartościowy może narazić się komuś tak ważnemu. W sumie oni wszyscy wyglądali jak z Yakuzy. Może to jakiś odłam, czy kawałek? Jakaś grupa podległa Yakuzie? W sumie to Japonia. Każda nielegalna organizacja, łamiąca notorycznie prawo, jest jej podległa.
Nagle w jego głowie usłyszał histeryczny wrzask o głosie jego ojca „Zostawcie mnie! Zabierajcie dzieciaka! Więcej na nim zarobicie niż na mnie! Dobra z niego dziwka!”.
Kolejny raz się wzdrygnął. Zabrali go. Najpierw się wyrywał, krzyczał, kopał. Wreszcie przyłożyli mu chustę do twarzy nasączoną czymś, czego zapachu przypomnieć sobie nie mógł. Na pewno jakiś narkotyk. Nie potrzebowali wiele wysiłku. Zabrali go.
I dobrze, że tak się stało! Jest z dala od tego śmiecia! Teraz siedzi w jakimś drogim hotelu, drogim pokoju, na drogim 33 piętrze, ogląda w drogim telewizorze, drogie amerykańskie programy, jedząc drogie amerykańskie żarcie! I dobrze! Może i jest to wszystko sztuczne i chwilowe… Ale przynajmniej jest z dala!
Jego rozmyślania przerwało szczęknięcie przekręcanego klucza i prawie podskoczył. Jak to? Przecież mówił, że wróci za kilka godzin.
Gdy tylko drzwi się otworzyły, usłyszał głośne roześmiane rozmowy, ale w żadnym z obu głosów nie dostrzegł tej chłodnej, znużonej życiem nuty.
-Te! Ken! Sakura se jakąś laskę do domu sprowadził!- dotarło do niego rozweselone krzyknięcie, dobiegające z wejścia do salonu, przez co odwrócił się naprędce.
-Ja Ci mówiłem, że on MUSI coś ruchać.- usłyszał drugi, o wiele spokojniejszy, ciepły głos, a w drzwiach pojawił się kolejny mężczyzna. Przyjrzał się Hideto, poczym prychnął- Tetsu, debilu. To chłopak jest.
-O kur… To Sakura jest gejem?
-A nie pomyślałeś durniu, że to może być ten Młody, o którym mówili na dzielnicy?
Mierzyli się wzrokiem. Mężczyzna, który uznał go za dziewczynę, był wysoki, chociaż niższy od tego drugiego. Miał zniszczone, chodź świetnie ułożone, bordowe włosy, ciemno oliwkowy, modny płaszcz i okrągłe, niewielkie, ciemnie okulary na nosie, które jednak po chwili zsunął, i założył na głowę, aby w normalnym świetle przyjrzeć się tajemniczemu gościowi.
Ten drugi miał niedługie, ciemnobrązowe włosy, niewielki, jakby 2-3 dniowy zarost. W ustach trzymał papierosa. Ubrany w dopasowaną kamizelkę i ciemne dżinsy. Bardzo modnie i stylowo.
-Ty…- zaczął czerwonowłosy podchodząc do Hideto, nachylając i natarczywie przyglądające- Wiesz, że możesz mieć racje?
Ten drugi westchnął z rezygnacją, wycofując się do kuchni.
Hideto patrzył na to wszystko z niemym zdziwieniem, próbując pozbierać myśli do kupy.
-No to młody… Pora na małą integrację- zaśmiał się- Jestem Tetsu, ten drugi to Ken.
Przytaknął.
-Hideto… Znaczy… Hyde- powiedział, chcąc wstać, ale drugi chłopak przytrzymał jego ramie, powstrzymując od tej niewielkiej uprzejmości.
-Już Ci Yo-sama nadał pseudonim? No proszę…- opadł tuż obok niego i położył nogi na stole. Spojrzał na puste już talerz i kubek- O. Przywłaszczyłeś sobie kubek z pandzią? Nie krępuj się. Kupiłem go kiedyś Sakurze, ale on i tak go nie lubi, więc nie ma problemu.
Do pokoju po chwili wszedł ciemnowłosy trzymając w ręce srebrną puszkę.
-Ej nooo! Ken! Jeszcze południa niema! Powstrzymałbyś się z tym piwskiem, chociaż, do 15, co?
Ten w odpowiedzi jedynie wzruszył ramionami otwierając je i siadając na fotelu tuż przy kanapie, wyciągając paczkę papierosów i zapalając jednego z nich.
-Nie przejmuj się- ponowił Tetsu- On pali jak smok, a piwo to już traktuje jak herbatę. Jak tam się udała pierwsza konfrontacja z naszym złym, zimnym, oschłym i podłym mózgiem grupy?
Hideto nieznacznie wzruszył ramionami nie wiedząc, co może mówić, a czego nie wypada.
-A… Pewnie nie był zbyt uprzejmy, co? Nie przejmuj się. On już tak ma. Nie może sobie pozwolić na żadne przejawy głębszych uczuć. On to traktuje jak jedną ze słabości. Ej, Ken! Daj łyka!- przerwał ze śmiechem wychylając przez oparcie do drugiego mężczyzny. Ten z zrezygnowanym westchnięciem podał mu puszkę i odebrał ją, gdy tamten skończył pić.
-Ale serio młody! Miałeś farta, słuchaj! Jeszcze nigdy w mojej krótkiej karierze, nie zdarzyło mi się, aby szefuńcio zmienił zdanie, co do „okupu”. Chyba mu wpadłeś w oko, bo nie wierze w jego przypadku w takie coś jak litość. Weź Ty się lepiej spisz. Masz szanse wyleźć z tego bagna, w które trafiłeś! Nie każdemu zdarza się, aż taki fart… O! Kylie!- zawołał nagle podnosząc pilot i pogłaśniając telewizor.
Za chwilę Tetsu ponowił monolog, niedługo potem zaczynając wypytywać chłopaka jak tu się znalazł, o jego przeszłość wciągając w coraz dłuższą rozmowę.
Po kilku godzinach, podczas których Tetsu zdążył kilkukrotnie zawędrować do kuchni i obrobić lodówkę Sakury, wszystkie śmieci zostawiając na stole, Hideto zaczął powoli budować sobie obraz tej dwójki.
Obaj byli w grupie Sakury. On był szefem, kierował akcjami, a oni mu podlegali. Sakura był pracownikiem Yoshikiego, zaś Yoshiki pracował, jak Hideto zdążył się już domyślić, dla Yakuzy.
Prócz ich grupy, Yoshikiemu podlegało jeszcze 11 innych o praktycznie takich samych zadaniach.
Tetsu i Ken, chociaż byli pracownikami Sakury, przyjaźnili się z nim… Przynajmniej tak twierdził Tetsu.
No tak. Tetsu. Najbardziej rozgadany i wesoły optymista. Hideto przypuszczał, że gada nawet przez sen. Zajmował się stroną wizualną, komputerową i mechaniczna akcji. To on załatwiał im stroje, telefony, samochody. Namierzał, łamał kody itd.
Ken – prawa ręka Sakury. Nie mówił dużo (chociaż Hideto zaczynał się poważnie zastanawiać, czy to po prostu Tet nie daje mu dojść do głosu). Gdy się odzywał, to przeważnie po to, aby dać jakiś sprośny komentarz, głupi żart, czy nazwać Tetsu debilem. I naprawdę palił jak smok. Był odpowiedzialny za broń, a czasem pomagał bordowowłosemu przy samochodach.
Hideto powoli zaaklimatyzowywał się w ich towarzystwie, samemu zaczynając przytaczać różne sytuacje z życia, opowiadać o sobie, czy zadawać pytania. Z każdą chwilą coraz bardziej cieszył się tym, że jest właśnie tutaj.
-Co tu się kurwa dzieje?- usłyszeli nieprzyjemne warknięcie od strony wejścia, na które zarówno Hyde, jak i Tetsu, prawie podskoczyli- Impreza integracyjna?
-Cześć Saku-chan!- rzucił głośno Tet, odwracając się i przyklękując na kanapie, łokciami opierając o oparcie- Zaprzyjaźniamy się z Twoim nowym lokatorem!
-Zamknij się, idioto i posprzątajcie ten pierdolnik. To, że mieszkam w hotelu, a Ty masz klucze, nie oznacza, że masz to mieszkanie traktować jak hotelowy pokój.
Okrążył kanapę i rzucił na uda Hideto dużą, wypchaną po brzegi torbę podróżną.
-Od Yoshikiego. Za tydzień mamy akcję do rozegrania. Do tego czasu on ma wyglądać jak rasowa dziwka.- zwrócił się rzeczowo, chociaż wciąż nieprzyjemnie do Tetsu- Obaj doskonale znacie szczegóły. Przedstawcie je dzieciakowi, a teraz ruszać te wielkie rozleniwione dupy i kurwa sprzątać. Idę zapalić a jak za 5 minut nie będzie tu błysku, to takiego wam kopniaka zasadzę, że w locie z głodu zdechnięcie… I czego się gapicie jak ciele w malowane wrota? RUSZAĆ SIĘ!!!- ryknął, a cała trójka jak na komendę podskoczyła zaczynając sprzątać. Niedługo później nie było, ani jednego, niezidentyfikowanego papierka.
+Sakura http://j-rock.narod.ru/miscellaneous/sakura/sakura002.jpg
+Hyde http://www.nautiljon.com/images/galerie/artistes/l_arc_en_ciel/l_arc-en-ciel_204.jpg
+Tetsu & Haido http://www.nautiljon.com/images/galerie/artistes/l_arc_en_ciel/l_arc-en-ciel_480.jpg
+Ken http://www.nautiljon.com/images/galerie/artistes/ken/ken_14.jpg
Podaje to z powodu Kena. Wiem, że nie pasuje on czasowo do całej reszty, ale ten wydepilowany z szminka na ustach jakos mi tutaj nie odpowiadał XD
----------------------------------------------------------------------------------
Ciepło i przytulnie. Chciał uwierzyć, że zaraz obudzi się w swoim łóżku, ale to nie było specjalnie możliwe. Jego łóżko przeważnie śmierdziało, a w domu było strasznie zimno. Otworzył oczy, nie mając pojęcia, co może zastać. Nieco zaskoczony odkrył, że jest dziwnie wysoko, a pokój jest niezwykle przestronny. Podniósł się na łokciu ignorując nasilający się ból głowy. Nigdy wcześniej nie widział na żywo takiego pokoju. Jedynie w zagranicznych filmach. Nie leżał na macie, lecz miękkim łóżku. Jego pościel była w odcieniu złotawego brązu. Rozejrzał się zaciekawiony. Tuż przy nim stała szafka nocna, a w drugim końcu pokoju ogromna szafa. Do pokoju wlewały się mdłe promienie porannego słońca. Usiadł spuszczając swoje nogi w dół i dotykając podeszwami stóp chłodnej podłogi. Powolnie wstał podchodząc do okna i patrząc przez nie. Wysoko. Jakieś… 30 piętro? Bardzo wysoko.
-Już wstałeś?- usłyszał za sobą i podskoczył przestraszony, odwracając się.
O framugę drzwi opierał się wysoki, czarnowłosy mężczyzna. Miał na sobie czarne, luźne spodnie i tego samego koloru, przylegający do ciała podkoszulek.
-Hideto Takarai- rzucił chłopak kłaniając nisko, starając opanować drżenie.
-Wiem- usłyszał glos jakby zniecierpliwiony i zniechęcony- Podnieś się z tego ukłonu. Sakura jestem, a Ty od dzisiaj jesteś Hyde- dodał, poczym Hideto niepewnie powstał, znów zaczynając skrycie przyglądać się mężczyźnie. Jego zadbane włosy luźno opadały na ramiona, oczy wpatrywały się z wyższością.- Wychodzę na kilka godzin- ponownie zaczął tonem wyraźnie zniechęconym- Jedzenie jest w lodówce, nie zeżryj wszystkiego. Jak będziesz się nudził, telewizor, radio do Twojej dyspozycji. Jak coś zepsujesz to Cię chyba zastrzelę. Nie próbuj uciekać. To 33 piętro. Zarówno wyjście oknem jak i drzwiami skończy się dla Ciebie śmiercią. Przy czym w przypadku tego drugiego Yoshiki najpierw wyśle Cię do burdelu, a dopiero potem zastrzeli. Więc siedź na dupie i się stąd nie ruszaj, jasne?
Przytaknął nieznacznie, a zaraz potem usłyszał, wpierw trzaśnięcie drzwiami od sypialni, później od mieszkania i szczęk przekręcanego klucza.
„Normalnie jak w amerykańskich filmach”- przeszło mu przez myśl. Ponownie się rozejrzał. I co teraz? Spojrzał w dół odkrywając, że wciąż jest w białej, długiej koszuli nocnej, a na nadgarstkach ma czerwone starte ślady po sznurach. Kilka bransoletek, jakie nosił zostało zniszczonych, zostawiając jedynie sznurek, bądź gumkę. Część jednak zachowała się takimi, jakimi była.
Chwilę jeszcze stał przy oknie, a gdy poczuł narastający głód, wyszedł po cichu i rozpoczął ciekawsko rozglądać się po pomieszczeniu.
W rogu przestronnego salonu, tuż obok okna i wejścia na balkon, stał telewizor, naprzeciw niego typowo zachodnia, oliwkowa kanapa. Rozsunięte, ciężkie kotary miały beżowy odcień. Gdy spojrzał w prawo, tuż przy wejściu do przedpokoju znajdował się czarny telefon. Wszedł w korytarz i już chciał wchodzić do kuchni, gdy po swojej prawej zobaczył kolejne drzwi. Otworzył je, a po zapaleniu światła wziął głęboki oddech. Łał. Łazienka w mieszkaniu… ten człowiek naprawdę musi być bogaty.
Zdziwił się, gdy przy wejściu nie znalazł tradycyjnych kapci. Niepewnie wkroczył do środka, zaraz widząc w lustrze naprzeciwko swoje odbicie. Dopiero teraz dostrzegł jak bardzo jego długie włosy są poplątane i rozczochrane. Na twarzy miał kilka zadrapań, ale obyło się bez siniaków.
Pod lustrem znajdowała się umywalka, po prawej duża wanna, obłożona białymi kafelkami. Zresztą tak jak cała łazienka. Po prawej dostrzegł toaletę.
Obrócił się wokół własnej osi, poczym wyszedł, uczynnie gasząc światło, aby nie marnować prądu, który i tak był drogi.
Za chwilę znalazł się w kuchni. Gdyby nie wielki szyld firmy znajdującej się jedynie w Japonii za oknem, przysiągłby, że w ciągu tych kilku godzin został przetransportowany do Ameryki.
Podniósł z kuchenki granatowy czajnik, nalewając do niego wody i znów odkładając go tam gdzie stał. Przekręcił jeden z kurków, aby odkręcić gaz i nagle odkrył, że owa kuchenka sama się podpala. Niesamowite…
Otworzył lodówkę i chociaż była pełna, nie było w niej ani jednego typowo japońskiego produktu. Wszystko posiadało jakieś niezrozumiałe, zagraniczne nazwy. Postanowił, że nie będzie ryzykował z produktami, których zawartość jest niewidoczna przez opakowanie.
Po dłuższej chwili namysłu wyciągnął słoik czegoś o pomarańczowej, paciastej konsystencji, co po odszyfrowaniu Amerykańskich liter brzmiało jak „JAM, PEACH” okazało się być dżemem brzoskwiniowym.
Położył go na blacie, teraz rozpoczynając poszukiwania herbaty i kubków.
Odnalazł je już po chwili na szafie, tuż nad sobą. Tutaj zaczynał się drugi problem… Jak się do tego dostać?
Skakać nie zamierza, bo jeszcze coś zepsuje i nie skończy się to dla niego zbyt wesoło.
Po chwili rozglądania się przyciągnął do siebie wysokie krzesło wchodząc na nie i otwierając szafę.
Natychmiast do gustu przypadł mu biały kubek z komiksową pandą, szczerzącą się szeroko i trzymającą bojowo w łapkach wielki arbuz.
Wyciągnął go, kładąc na blacie obok słoika, poczym wyjął puszkę podpisaną „TEA”, a to, z czego pamiętał, znaczyło właśnie herbata. Otworzył ją i spotkało go kolejne zaskoczenie. W puszce zamiast napotkać suszone liście, natrafił na dziwne saszetki. Powąchał. Nie nooo… Pachnie jak herbata. Spojrzał na bok metalowego opakowania. Rysunki przedstawiały „instrukcję obsługi”. Nie rozumiał napisów, ale postanowił, że będzie działać według rysunków.
Zeskoczył z krzesła i wrzucił jedną z saszetek do kubka. Zaraz znów się wyciągnął odkładając puszkę na półkę.
Korzystając z chwili, kiedy woda się gotowała, zsunął z dłoni gumkę po bransoletce i związał w koński ogon, wciąż wpadające w oczy przydługie włosy, jednocześnie rozglądając się za chlebem.
Dostrzegł go tuż obok przyrządu, którego kiedyś używał u kolegi. Jak to się nazywało… Tostownica? Toster? Nie ważne… Przynajmniej miał już pomysł na śniadanie. Wyjął kilka kromek, wkładając dwie do maszyny.
Po chwili zalał herbatę, a po 10 minut później wychodził już z kuchni.
Usiadł na niespodziewanie miękkiej kanapie, kubek i talerz stawiając na stoliku naprzeciwko. Podniósł pilot włączając telewizor. Zdziwiony przypatrywał się logo właśnie włączonej stacji. Czyżby ten telewizor posiadał więcej niż cztery programy? Podkulił nogi pod brodę i zaczął przełączać, coraz bardziej zadziwiony tym, że programy nie powtarzają się i jest ich coraz więcej. W końcu zatrzymał się na jakiejś muzycznej stacji zaczynając oglądać teledysk jakiejś amerykańskiej piosenkarki.
Zaczął jeść, wpierw przyglądając się szczegółom, jednak z każdą chwilą coraz bardziej odpływając. Gdy skończył swoje drobne śniadanie otoczył nogi ramionami, opierając brodę o kolana. Już nie widział telewizora, pokoju. Nic nie słyszał. Powoli układał informacje i wydarzenia w głowie.
Bo właściwie, co tak naprawdę się wydarzyło? Wczoraj wieczorem do jego małej klitki, którą dzielił z ojcem alkoholikiem, wparowało trzech ubranych w garnitury facetów. Ojciec jak zwykle był pijany. Chcieli go zastrzelić… No cóż. Sam najchętniej by tak postąpił, ale przecież musiał z czegoś żyć. Właściwie Hideto czekał na taki moment. Ten durny, staruch miał już takie długi, a nawet nie próbował ich spłacić. Tylko chlał. Bez przerwy chlał. I sprowadzał kumpli, którzy gwałcili Hideto za pieniądze… By ojciec miał za co chlać.
Wzdrygnął się na samo wspomnienie i potrząsnął związaną czupryną włosów, jakby to mogło pomóc. Jakby mogło te resztki pamięci zsypać z jego głowy… Jak pył, czy śnieg.
Jednak nie przypuszczał, że ktoś tak bezwartościowy może narazić się komuś tak ważnemu. W sumie oni wszyscy wyglądali jak z Yakuzy. Może to jakiś odłam, czy kawałek? Jakaś grupa podległa Yakuzie? W sumie to Japonia. Każda nielegalna organizacja, łamiąca notorycznie prawo, jest jej podległa.
Nagle w jego głowie usłyszał histeryczny wrzask o głosie jego ojca „Zostawcie mnie! Zabierajcie dzieciaka! Więcej na nim zarobicie niż na mnie! Dobra z niego dziwka!”.
Kolejny raz się wzdrygnął. Zabrali go. Najpierw się wyrywał, krzyczał, kopał. Wreszcie przyłożyli mu chustę do twarzy nasączoną czymś, czego zapachu przypomnieć sobie nie mógł. Na pewno jakiś narkotyk. Nie potrzebowali wiele wysiłku. Zabrali go.
I dobrze, że tak się stało! Jest z dala od tego śmiecia! Teraz siedzi w jakimś drogim hotelu, drogim pokoju, na drogim 33 piętrze, ogląda w drogim telewizorze, drogie amerykańskie programy, jedząc drogie amerykańskie żarcie! I dobrze! Może i jest to wszystko sztuczne i chwilowe… Ale przynajmniej jest z dala!
Jego rozmyślania przerwało szczęknięcie przekręcanego klucza i prawie podskoczył. Jak to? Przecież mówił, że wróci za kilka godzin.
Gdy tylko drzwi się otworzyły, usłyszał głośne roześmiane rozmowy, ale w żadnym z obu głosów nie dostrzegł tej chłodnej, znużonej życiem nuty.
-Te! Ken! Sakura se jakąś laskę do domu sprowadził!- dotarło do niego rozweselone krzyknięcie, dobiegające z wejścia do salonu, przez co odwrócił się naprędce.
-Ja Ci mówiłem, że on MUSI coś ruchać.- usłyszał drugi, o wiele spokojniejszy, ciepły głos, a w drzwiach pojawił się kolejny mężczyzna. Przyjrzał się Hideto, poczym prychnął- Tetsu, debilu. To chłopak jest.
-O kur… To Sakura jest gejem?
-A nie pomyślałeś durniu, że to może być ten Młody, o którym mówili na dzielnicy?
Mierzyli się wzrokiem. Mężczyzna, który uznał go za dziewczynę, był wysoki, chociaż niższy od tego drugiego. Miał zniszczone, chodź świetnie ułożone, bordowe włosy, ciemno oliwkowy, modny płaszcz i okrągłe, niewielkie, ciemnie okulary na nosie, które jednak po chwili zsunął, i założył na głowę, aby w normalnym świetle przyjrzeć się tajemniczemu gościowi.
Ten drugi miał niedługie, ciemnobrązowe włosy, niewielki, jakby 2-3 dniowy zarost. W ustach trzymał papierosa. Ubrany w dopasowaną kamizelkę i ciemne dżinsy. Bardzo modnie i stylowo.
-Ty…- zaczął czerwonowłosy podchodząc do Hideto, nachylając i natarczywie przyglądające- Wiesz, że możesz mieć racje?
Ten drugi westchnął z rezygnacją, wycofując się do kuchni.
Hideto patrzył na to wszystko z niemym zdziwieniem, próbując pozbierać myśli do kupy.
-No to młody… Pora na małą integrację- zaśmiał się- Jestem Tetsu, ten drugi to Ken.
Przytaknął.
-Hideto… Znaczy… Hyde- powiedział, chcąc wstać, ale drugi chłopak przytrzymał jego ramie, powstrzymując od tej niewielkiej uprzejmości.
-Już Ci Yo-sama nadał pseudonim? No proszę…- opadł tuż obok niego i położył nogi na stole. Spojrzał na puste już talerz i kubek- O. Przywłaszczyłeś sobie kubek z pandzią? Nie krępuj się. Kupiłem go kiedyś Sakurze, ale on i tak go nie lubi, więc nie ma problemu.
Do pokoju po chwili wszedł ciemnowłosy trzymając w ręce srebrną puszkę.
-Ej nooo! Ken! Jeszcze południa niema! Powstrzymałbyś się z tym piwskiem, chociaż, do 15, co?
Ten w odpowiedzi jedynie wzruszył ramionami otwierając je i siadając na fotelu tuż przy kanapie, wyciągając paczkę papierosów i zapalając jednego z nich.
-Nie przejmuj się- ponowił Tetsu- On pali jak smok, a piwo to już traktuje jak herbatę. Jak tam się udała pierwsza konfrontacja z naszym złym, zimnym, oschłym i podłym mózgiem grupy?
Hideto nieznacznie wzruszył ramionami nie wiedząc, co może mówić, a czego nie wypada.
-A… Pewnie nie był zbyt uprzejmy, co? Nie przejmuj się. On już tak ma. Nie może sobie pozwolić na żadne przejawy głębszych uczuć. On to traktuje jak jedną ze słabości. Ej, Ken! Daj łyka!- przerwał ze śmiechem wychylając przez oparcie do drugiego mężczyzny. Ten z zrezygnowanym westchnięciem podał mu puszkę i odebrał ją, gdy tamten skończył pić.
-Ale serio młody! Miałeś farta, słuchaj! Jeszcze nigdy w mojej krótkiej karierze, nie zdarzyło mi się, aby szefuńcio zmienił zdanie, co do „okupu”. Chyba mu wpadłeś w oko, bo nie wierze w jego przypadku w takie coś jak litość. Weź Ty się lepiej spisz. Masz szanse wyleźć z tego bagna, w które trafiłeś! Nie każdemu zdarza się, aż taki fart… O! Kylie!- zawołał nagle podnosząc pilot i pogłaśniając telewizor.
Za chwilę Tetsu ponowił monolog, niedługo potem zaczynając wypytywać chłopaka jak tu się znalazł, o jego przeszłość wciągając w coraz dłuższą rozmowę.
Po kilku godzinach, podczas których Tetsu zdążył kilkukrotnie zawędrować do kuchni i obrobić lodówkę Sakury, wszystkie śmieci zostawiając na stole, Hideto zaczął powoli budować sobie obraz tej dwójki.
Obaj byli w grupie Sakury. On był szefem, kierował akcjami, a oni mu podlegali. Sakura był pracownikiem Yoshikiego, zaś Yoshiki pracował, jak Hideto zdążył się już domyślić, dla Yakuzy.
Prócz ich grupy, Yoshikiemu podlegało jeszcze 11 innych o praktycznie takich samych zadaniach.
Tetsu i Ken, chociaż byli pracownikami Sakury, przyjaźnili się z nim… Przynajmniej tak twierdził Tetsu.
No tak. Tetsu. Najbardziej rozgadany i wesoły optymista. Hideto przypuszczał, że gada nawet przez sen. Zajmował się stroną wizualną, komputerową i mechaniczna akcji. To on załatwiał im stroje, telefony, samochody. Namierzał, łamał kody itd.
Ken – prawa ręka Sakury. Nie mówił dużo (chociaż Hideto zaczynał się poważnie zastanawiać, czy to po prostu Tet nie daje mu dojść do głosu). Gdy się odzywał, to przeważnie po to, aby dać jakiś sprośny komentarz, głupi żart, czy nazwać Tetsu debilem. I naprawdę palił jak smok. Był odpowiedzialny za broń, a czasem pomagał bordowowłosemu przy samochodach.
Hideto powoli zaaklimatyzowywał się w ich towarzystwie, samemu zaczynając przytaczać różne sytuacje z życia, opowiadać o sobie, czy zadawać pytania. Z każdą chwilą coraz bardziej cieszył się tym, że jest właśnie tutaj.
-Co tu się kurwa dzieje?- usłyszeli nieprzyjemne warknięcie od strony wejścia, na które zarówno Hyde, jak i Tetsu, prawie podskoczyli- Impreza integracyjna?
-Cześć Saku-chan!- rzucił głośno Tet, odwracając się i przyklękując na kanapie, łokciami opierając o oparcie- Zaprzyjaźniamy się z Twoim nowym lokatorem!
-Zamknij się, idioto i posprzątajcie ten pierdolnik. To, że mieszkam w hotelu, a Ty masz klucze, nie oznacza, że masz to mieszkanie traktować jak hotelowy pokój.
Okrążył kanapę i rzucił na uda Hideto dużą, wypchaną po brzegi torbę podróżną.
-Od Yoshikiego. Za tydzień mamy akcję do rozegrania. Do tego czasu on ma wyglądać jak rasowa dziwka.- zwrócił się rzeczowo, chociaż wciąż nieprzyjemnie do Tetsu- Obaj doskonale znacie szczegóły. Przedstawcie je dzieciakowi, a teraz ruszać te wielkie rozleniwione dupy i kurwa sprzątać. Idę zapalić a jak za 5 minut nie będzie tu błysku, to takiego wam kopniaka zasadzę, że w locie z głodu zdechnięcie… I czego się gapicie jak ciele w malowane wrota? RUSZAĆ SIĘ!!!- ryknął, a cała trójka jak na komendę podskoczyła zaczynając sprzątać. Niedługo później nie było, ani jednego, niezidentyfikowanego papierka.
ROZDZIAŁ 0
Powolnie powracały zmysły, a on oddałby wszystko, aby tak się nie działo. Ból, jaki nasilał się z każdą chwilą rozrywał mu czaszkę. Chciał się ruszyć, ale coś mu na to nie pozwalało. Tym czymś, jak się po chwili okazało, były sznury mocno krępujące jego nadgarstki na plecach. Jednocześnie wraz ze zmysłami dochodziła pamięć i świadomość tego, niekoniecznie gdzie, ale dlaczego znajduje się właśnie w takiej sytuacji. A więc to nie był sen. Jednak to, co się wydarzyło nie było jakąś marą, ani żadnym innym nieprzyjemnym złudzeniem.
Usłyszał rozmowę. Ryzykownie rozchylił powieki, lecz ostre światło, natychmiast rozpoczęło szturm na jego obolałe oczy. Zamknął je raptownie, chcąc się odwrócić. Było mu tak niewygodnie. Kolejne odkrycie. Leży na podłodze. Wokół niego rozpościera się obrzydliwy swąd papierosów. Wręcz dusi się nim. W pokoju zapewnie jest mgła z dymu.
Nagle nastała cisza. Ktoś podszedł do niego. Poczuł szarpnięcie u przodu koszuli. Przestraszony rozchylił powieki ponownie. Ponowny ból, tym razem pośladków. Ktoś niezbyt przyjemnie posadził go na tyłku. Opierał się, bodajże o ścianę. Zimne i twarde. Na pewno ściana. Kręciło mu się w głowie, wszystko zamazane. Schował głowę miedzy kolana, aby nie zwymiotować.
- No to co robimy z Tobą, Młody?- usłyszał jak przez mgłę, czyjś kpiący, niski, męski głos, tuż przed twarzą i ten okropny zapach papierosów.
Uniósł niepewnie głowę, czując jak jego głowa rozpada się na kawałki i ponownie skleja. Pulsujący ból odbierający zmysły. Żaden kac w jego krótkim życiu nie mógł się temu równać.
-Nie kochającego miałeś tatusia, co?- mężczyzna ponowił swój monolog, powracając do pionu.
Był zadbany. Farbowane na ciemny blond włosy, przycięte tuż przy linii brody, układały się doskonale. Czarny, dopasowany garnitur, a pod nim biała koszula z rozpiętymi 3 górnymi guzikami. Nie mógł dojrzeć oczu, gdyż ukryte były pod ciemnymi okularami, ale wnioskował, że prawdopodobnie miały odcień mlecznej czekolady.
-Chyba nam chłopak znowu odpłynął, Yoshiki- usłyszał kolejny głos i ponownie uniósł głowę.
-Chyba jeszcze nie do końca- odpowiedział mężczyzna. Znowu się pochylił i złapał miedzy kciuk, a palec wskazujący jego brodę unosząc w swoją stronę- Aż żal tej Twojej ślicznej buźki na dziwkę.
Na te słowa jego oczy się rozszerzyły.
-Nie- wycharczał przez zeschnięte gardło i przełknął ślinę.- Nie na dziwkę- dodał widząc zdziwiony, nieco zaskoczony wyraz twarzy naprzeciwko.
-Hah… To na co?- prychnął z nieprzyjemnym uśmiechem, puszczając go i kolejny raz wracając do pionu.
Ktoś podszedł do ciemnowłosego, wyszeptał coś do jego ucha, zaraz odsuwając się o kilka kroków w tył, zostawiając na twarzy mężczyzny jeszcze bardziej nieprzyjemny uśmiech niż poprzedni.
-Czy…- zaczął kucając tuż przed chłopakiem- Byłbyś w stanie ukraść kilka ważnych dokumentów, aby nie być dziwką?
Prawie jak na komendę szybko przytaknął. Trochę zbyt szybko, bo ból wybuchł ze zdwojoną siłą. Kradł od niepamiętnych czasów. Żył z tego.
-Hm. Ślicznie- mężczyzna, niedawno nazwany Yoshikim odezwał się z triumfem znów wstając- Kto zajmuje się tą sprawa?
-Sakura- ktoś odpowiedział posłusznie.
-No to przyślijcie go tutaj. Niech zajmie się Młodym. Nakarmi, ubierze. Wiecie.- to co mówił mężczyzna docierało do niego coraz mniej i słabiej, aż w końcu jego głowa ponownie opadła na pierś, a on sam stracił przytomność.
Usłyszał rozmowę. Ryzykownie rozchylił powieki, lecz ostre światło, natychmiast rozpoczęło szturm na jego obolałe oczy. Zamknął je raptownie, chcąc się odwrócić. Było mu tak niewygodnie. Kolejne odkrycie. Leży na podłodze. Wokół niego rozpościera się obrzydliwy swąd papierosów. Wręcz dusi się nim. W pokoju zapewnie jest mgła z dymu.
Nagle nastała cisza. Ktoś podszedł do niego. Poczuł szarpnięcie u przodu koszuli. Przestraszony rozchylił powieki ponownie. Ponowny ból, tym razem pośladków. Ktoś niezbyt przyjemnie posadził go na tyłku. Opierał się, bodajże o ścianę. Zimne i twarde. Na pewno ściana. Kręciło mu się w głowie, wszystko zamazane. Schował głowę miedzy kolana, aby nie zwymiotować.
- No to co robimy z Tobą, Młody?- usłyszał jak przez mgłę, czyjś kpiący, niski, męski głos, tuż przed twarzą i ten okropny zapach papierosów.
Uniósł niepewnie głowę, czując jak jego głowa rozpada się na kawałki i ponownie skleja. Pulsujący ból odbierający zmysły. Żaden kac w jego krótkim życiu nie mógł się temu równać.
-Nie kochającego miałeś tatusia, co?- mężczyzna ponowił swój monolog, powracając do pionu.
Był zadbany. Farbowane na ciemny blond włosy, przycięte tuż przy linii brody, układały się doskonale. Czarny, dopasowany garnitur, a pod nim biała koszula z rozpiętymi 3 górnymi guzikami. Nie mógł dojrzeć oczu, gdyż ukryte były pod ciemnymi okularami, ale wnioskował, że prawdopodobnie miały odcień mlecznej czekolady.
-Chyba nam chłopak znowu odpłynął, Yoshiki- usłyszał kolejny głos i ponownie uniósł głowę.
-Chyba jeszcze nie do końca- odpowiedział mężczyzna. Znowu się pochylił i złapał miedzy kciuk, a palec wskazujący jego brodę unosząc w swoją stronę- Aż żal tej Twojej ślicznej buźki na dziwkę.
Na te słowa jego oczy się rozszerzyły.
-Nie- wycharczał przez zeschnięte gardło i przełknął ślinę.- Nie na dziwkę- dodał widząc zdziwiony, nieco zaskoczony wyraz twarzy naprzeciwko.
-Hah… To na co?- prychnął z nieprzyjemnym uśmiechem, puszczając go i kolejny raz wracając do pionu.
Ktoś podszedł do ciemnowłosego, wyszeptał coś do jego ucha, zaraz odsuwając się o kilka kroków w tył, zostawiając na twarzy mężczyzny jeszcze bardziej nieprzyjemny uśmiech niż poprzedni.
-Czy…- zaczął kucając tuż przed chłopakiem- Byłbyś w stanie ukraść kilka ważnych dokumentów, aby nie być dziwką?
Prawie jak na komendę szybko przytaknął. Trochę zbyt szybko, bo ból wybuchł ze zdwojoną siłą. Kradł od niepamiętnych czasów. Żył z tego.
-Hm. Ślicznie- mężczyzna, niedawno nazwany Yoshikim odezwał się z triumfem znów wstając- Kto zajmuje się tą sprawa?
-Sakura- ktoś odpowiedział posłusznie.
-No to przyślijcie go tutaj. Niech zajmie się Młodym. Nakarmi, ubierze. Wiecie.- to co mówił mężczyzna docierało do niego coraz mniej i słabiej, aż w końcu jego głowa ponownie opadła na pierś, a on sam stracił przytomność.
Na wstępie...
Fanfik poświecony grupie L'Arc~en~Ciel, lecz pojawiają się także inni j-rockowcy. Mogą oni zarówno byc po prostu tłem, jak i brać czynny i ciagły udział w fabule. Rzecz dzieje się pod koniec lat 80 XX wieku, w gangsterskim światku.
Prawdopodobnie (a raczej napewno) wystepowac tutaj będą elementy yaoi (dla nie wtajemniczonych mężczyzna x mężczyzna), ale to w swoim czasie ^^
Uwagi, swoje odczucia co do ff, abstrakcyjne skojarzenia proszę kierować, jak zapewne się domyślacie, do komentarzy.
Komenty w stylu "fajny blogasek, zapraszam do mnie", albo czepiające się samej tematyki i bohaterów, a nie mających zbyt dużych związków z treścią będą natychmiast usuwane.
To chyba tyle ^^ A więc teraz zapraszam do czytania.
Prawdopodobnie (a raczej napewno) wystepowac tutaj będą elementy yaoi (dla nie wtajemniczonych mężczyzna x mężczyzna), ale to w swoim czasie ^^
Uwagi, swoje odczucia co do ff, abstrakcyjne skojarzenia proszę kierować, jak zapewne się domyślacie, do komentarzy.
Komenty w stylu "fajny blogasek, zapraszam do mnie", albo czepiające się samej tematyki i bohaterów, a nie mających zbyt dużych związków z treścią będą natychmiast usuwane.
To chyba tyle ^^ A więc teraz zapraszam do czytania.
Subskrybuj:
Posty (Atom)